Cesarskie cięcie to operacja. Nie powinno się jej wykonywać na życzenie

Cesarskie cięcie to nie zabieg a poważna operacja. Grożąca powikłaniami.
Cesarskie cięcie to nie zabieg a poważna operacja. Grożąca powikłaniami. Fot. 123 RF
Cesarskie cięcie czy poród fizjologiczny? Wydawałoby się, że w zasadzie dziecko powinno przychodzić na świat drogami natury. Ale w ostatnich latach coraz większe znaczenie mają „cesarki na życzenie” czyli opłacony lub załatwiony w inny sposób zabiegowy sposób zakończenia ciąży.

Dobra prasa wokół cesarskich cięć spowodowała, że wielu kobietom wydają się one rozwiązaniem zbawiennym. Problem w tym, że częściej mówi się o ich pozytywnym wymiarze takim jak to, że trwają krócej i wiążą się z mniejszym wysiłkiem ze strony kobiety. Natomiast zbyt rzadko mówi się o tym, że jest to poważna operacja, która wcale nie musi być dobra ani dla dziecka ani dla matki.



Awantura w internecie
Za każdym razem, gdy w internecie pojawi się tekst o tym, który sposób zakończenia ciąży jest lepszy, wybucha awantura. Tak też się stało, kiedy nasza blogerka Izabella Łukomska – Pyżalska opisała swoje doświadczenia porodowe. Kobieta jest obecnie w piątej ciąży i spodziewa się szóstego dziecka, więc wiedzę praktyczną na ten temat ma sporą.

Na jej cztery dotychczasowe porody, tylko przyjście na świat bliźniąt wiązało się z cesarskim cięciem. Tak wówczas zdecydował lekarz. Łukomska – Pyżalska nie wspomina jednak tego najlepiej.
blogerka MamaDu.pl

Sam poród poprzez cesarskie trwa krótko (ok. 15-30 min) i jest praktycznie bezbolesny, co najwyżej nieprzyjemny, ale za to dolegliwości, powikłania i ból po tej operacji są niewspółmiernie gorsze niż po porodzie naturalnym


Jakie to powikłania? Przede wszystkim ból pooperacyjny wówczas, gdy znieczulenie przestaje działać. Jest też blizna, ryzyko powikłań pooperacyjnych. I w końcu – po cesarskim cięciu dochodzi się do siebie dłużej niż po porodzie fizjologicznym.

To nie jest odosobniona opinia. Podobnie uważa wiele czytających nas mam:
Gośka Krok

"Ja rodziłam dwa razy. Raz naturalnie , a drugi przez cc. Zgadzam się z tekstem. Po naturalnym porodzie szybciej doszłam do siebie choć miałam lekką depresję ( rodziłam 10 godzin , dziecko miało ponad 4.5 kg ). Drugie dziecko rodziłam przez cc ( nie miałam wyboru ) miałam za to ciężka depresję , ból był nieznośny i to nie przez 10 godzin tylko przez kilka tygodni, nie mogłam sobie poradzić z karmieniem, udało się tylko dzięki specjalistce. Teraz jest 10 miesięcy po porodzie i wiem że gdybym mogła wybierać następny poród byłby siłami natury." Czytaj więcej


Monika Chołuj

„Ból po cesarce, plus stan po narkozie, i dochodzenie do stanu używalności nie równa się z niczym innym... totalna masakra. Nigdy więcej takich przeżyć. w życiu nie zrozumiem kobiet które wybierają cc "na własne życzenie". Czytaj więcej


Ale ile matek, tyle różnych doświadczeń porodowych i opinii co do tego, czy kobieta rzeczywiście powinna móc wybrać, w jaki sposób przyjdzie na świat jej dziecko.
Aga Trzewiczek

„Ja miałam cc i również szybko zaczęłam funkcjonować, bez bólu, bez stresu, nie ma co demonizować, córeczka zdrowa, każdy wybiera co chce, a zwłaszcza, że często chodzi o życie dziecka.” Czytaj więcej


Matki decydują się także na cesarskie cięcia, bo boją się o życie dziecka.
Anna Palko - Łabuz

„Jest duża część kobiet, których świadoma decyzja o cesarce podyktowana jest nie strachem przed bólem, ale strachem o dziecko i o to, że w razie potrzeby lekarz będzie zwlekał z cięciem i doprowadzi do tragedii. A niestety w obliczu nagłośnionych w ostatnim czasie spraw ten strach jest w pełni uzasadniony” Czytaj więcej


Cesarki biją rekordy popularności
W Polsce cesarskie cięcia biją rekordy popularności. W ostatnich latach liczba cesarskich cięć wzrosła z 18 proc. do 37 proc. Według WHO nie powinno ich być więcej niż 15 proc.

Polskie statystyki zawyżają cesarki wykonywane „na życzenie.” Usługę taką można zamówić w każdym prywatnym szpitalu położniczymi, a nieoficjalnie także w wielu państwowych. Wpisując w wyszukiwarkę „cesarki na życzenie” wyświetla się kilkadziesiąt stron z konkretnymi adresami.

Nie byłoby w tym niczego zaskakującego, gdyby nie fakt, że „cesarka na życzenie” to nic innego jak naginanie prawa. Może nie ma przepisu zakazującego wprost cesarskich cieć, ale są przepisy o zawodzie lekarza, które mówią o tym, że decyzje o chirurgicznej ingerencji muszą opierać się na wiedzy medycznej, doświadczeniu klinicznym i dogłębnej analizie konkretnego przypadku.

Z tego wynika więc, że cesarskie cięcie powinno być wykonane w ściśle określonych przypadkach.

Polskie Towarzystwo Ginekologiczne mówi wprost, że nie rekomenduje cięć cesarskich „na życzenie.” A wskazania do cesarki to min. gdy główka dziecka jest za duża w stosunku do miednicy matki, poród się przedłuża, nieprawidłowe ułożenie płodu, przedwczesne odklejenie się łożyska, problemy kardiologiczne czy okulistyczne matki. Uwzględnia się także kłopoty natury psychicznej takie jak tokofobia czyli strach przed porodem.

Pod względem liczby wykonywanych cesarskich cięć Polska, podobnie jak USA czy Kanada, zajmuje wysokie miejsce w tabeli – mówi prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa.

Według niego, znaczny wzrost liczby cesarek, jaki odnotowano w ostatnich 2-3 latach, to efekt mody. W mediach bowiem cesarskie cięcie było przedstawiane jako metoda bezbolesna i estetyczna, wykonywana na życzenie. Tymczasem – jak podkreśla ekspert – cesarskie cięcie bez wskazań medycznych jest zbędną operacją.

Czy cesarka to naprawdę wybór?
Wszystko to oznacza, że cesarka tak naprawdę nie powinna być wyborem kobiety, ale przede wszystkim lekarza.

– W dzisiejszych czasach niektórzy porównują cesarskie cięcie do zabiegu kosmetycznego, a jest to poważna operacja, olbrzymia ingerencja w ciało, która może nieść za sobą groźne powikłania – mówi Jeannette Kalyta, jedna z najbardziej znanych w Polsce położnych, autorka książki „Położna. 3500 cudów narodzin.” – Mam wrażenie, że wiele kobiet, decydujących się na cesarkę, nie wie do końca na co się decyduje i nie ma dostatecznej wiedzy o możliwych powikłaniach – dodaje położna.

Co to może być? Położna wymienia pooperacyjną bliznę, nie tylko tę, którą widać na skórze, ale przede wszystkim te, które powstają wewnątrz, po przecięciu powłok brzusznych. Tam często dochodzi do bolesnych zrostów, co przekłada się na funkcjonowanie całego organizmu. A przecięte powięzi brzuszne po latach owocują np. problemami z kręgosłupem.

Zawsze istnieje ryzyko zakażenia rany po cesarskim cięciu. Rana może się źle goić, ropieć co pozostawia nieestetyczne blizny. Zdarza się, że płaski przed ciążą brzuch już nigdy nie odzyska swego wcześniejszego wyglądu, gdyż nad blizną tworzy się szpecący fałd skóry.

Poza przypadkami ratowania życia, cesarskie cięcie nie jest także najlepsze dla dziecka.
Jeannette Kalyta
położna

W trakcie porodu wydzielają się hormony takie jak oksytocyna, endorfiny, adrenalina, które ochronnie wpływają na rodzące się dziecko. Przy cesarkach na życzenie noworodek jest tego pozbawiony. Z brzucha kobiety nagle wyjmuje się śpiące, niczego niespodziewające się dziecko, doznaje stresu, zaburzającego mu immunologię. Taka sytuacja przyczynia się powstawania alergii. Zdarza się przy źle obliczonych terminach porodu, wyjmuje się z brzucha matki wcześniaki, które mają problemy z adaptacją do życia poza jej ciałem.


Kalyta jednak zastrzega, że te wszystkie negatywne aspekty cesarskiego cięcia przestają mieć znaczenie wtedy, gdy zagrożone jest życie czy zdrowie matki lub dziecka. - Ale wtedy już nie można mówić ani o wyborze, ani o życzeniu pacjentki – podsumowuje.
Trwa ładowanie komentarzy...