Przekazywanie bakterii czy lekcja bliskości? Całowanie dzieci oczami ekspertów

Całowanie dziecka: jest bezpieczne czy nie jest?
Całowanie dziecka: jest bezpieczne czy nie jest? fot. 123RF
10-sekundowy namiętny pocałunek sprawia, że wymieniamy się nawet 80 milionami bakterii - tak alarmowali niedawno badacze z muzeum mikroorganizmów Micropia w Amsterdamie. Jak wobec tego jest z całowaniem dzieci? Czy czuły pocałunek w policzek lub głowę kilkulatka jest bezpieczny: dla dziecka i dla nas?

A ty całuj mnie
Na całowanie dzieci popatrzeć można z różnych stron. Są tacy, którzy nie widzą w nich problemu. Są też takie osoby, które zwracają bardzo bacznie uwagę na higienę. Właśnie oni całowania dzieci unikają jak ognia. Jest jeszcze jeden punkt widzenia. Należy on do osób, które w takich zachowaniach widzą bardzo dobrą i skuteczną lekcję czułości.
Renata Paplińska, psycholog dziecięcy

Znam dzieci, które skutecznie zniechęcają swoje kuzynki, siostry cioteczne lub babcie do takich pocałunków. Po prostu kilkakrotnie bardzo ostentacyjnie ocierały się po tego typu pieszczotach. Na wpatrzone w dziecko babcie i ciocie taki obrazek może działać jak zimny prysznic.

Główne pytanie brzmi tutaj: czy unikanie całowania dzieci ma swoje uzasadnienie medyczne? Czy może, jak piszą często internauci, jest to przejaw popadania w paranoję?

Jeśli całować dziecko, to jak?
Większość rodziców jest pewnie zgodna co do tego, że uczucia można okazywać dzieciom na dziesiątki różnych sposobów. Niektórzy rodzice wyjątkowo jednak upodobali sobie pocałunki. A tu do głowy wielu osobom przychodzi od razu bardzo medialne skojarzenie: meningogoki.
Izabela Wójtowicz, lekarz-pediatra

Najbezpieczniejszy i najmniej kontrowersyjny jest pocałunek w policzek dziecka albo w jego czoło. Dużo więcej emocji, także w moim gabinecie, wzbudza pocałunek w usta dziecka. Jako lekarz potwierdzam, że w ten sposób dziecku przekazać można wirusa wielu chorób, z których najgroźniejsza i najbardziej medialna jest opryszczka. Mam z tym problem, bo osobiście nie znam historii, żeby zwykły pocałunek doprowadził do poważnych problemów zdrowotnych. Ale w teorii lista problemów wywołanych pocałunkiem może być długa: choroba wrzodowa, próchnica, wspomniana opryszczka czy nawet opryszczkowe zapalenie mózgu.

Na pewno bezpieczniej byłoby, gdyby rodzice lub inne osoby chcą pocałować dziecko miały komplet informacji na temat swojego stanu zdrowia. Tak nie dzieje się niestety często i stąd niebezpieczeństwo przekazania dziecku choćby zdradliwej próchnicy. Własnie przed krążącą w ten sposób próchnicą bardzo często przestrzegają dentyści, którzy podkreślają że czułości są generalnie bardzo pożądane w rozwoju dziecka. Ale jednocześnie zwiększają ryzyko przekazania bakterii.
Całowanie jest niehigieniczne
Jest też duża grupa rodziców, którzy unikają całowania dzieci z innych powodów. Tym razem nie chodzi o zdrowi tylko raczej o własne doświadczenia i postawy wobec życia.
Beata Pacuska, mama 4-letniej Julki

Ja i mój mąż traktujemy całowanie, nawet to w policzek, jako coś na specjalne okazje: urodziny, imieniny, gratulacje albo bardzo intymną sytuację. Gdybym chciała bardzo często całować moją córkę na przykład w usta miałabym wrażenie, że uczę ją przekraczania sztywnych dla mnie granic intymności.

Tutaj rodzice argumentują, że częste całowanie się to zajęcie dla zakochanych w sobie partnerów, a nie dla zakochanych w swoich dzieciach rodziców. W takim ujęciu o całowaniu się można myśleć podobnie jak o seksie.
Renata Paplińska, psycholog-dziecięcy

Użyłabym tak odważnego porównania, bo w seksie powinno być tak, że dwójka partnerów czuje się dobrze, bezpiecznie i komfortowo w tym, co robi. Podobnie jest generalnie z pocałunkami, także wśród dorosłych. Sa kobiety uwielbiające pocałunki obcych mężczyzn w ich dłonie, sa te, które tego nienawidzą. (śmiech) Znam rodziców, którzy pewniej czują się dając swojemu 2-letniemu synowi czy córce całusa w szyję czy policzek. Brzmi to banalnie, ale dobrze jest obserwować też reakcje dziecka na nasze pieszczoty.

Rodzice nawet jeśli nie konsultowali tego z pediatrami, mają swoje, zwykle mocno ugruntowane, przekonania na temat pocałunków.
Agata Ostrowska, mama 3-letniego Adasia

Nie pozwalam i nie pozwalałam zwykle obcym osobom całować moje dziecko, a brało się to zwykle z tego, jakie miałam informacje na temat tych osób. Niektóre paliły papierosy i to był dla mnie argument.

Może jest tak, że w kwestii całowania dzieci warto zachować czujność i zdrowy rozsądek oraz cały czas być wyczulonym na reakcje dziecka na tego typu wyrazy bliskości?

Specjaliści od rodzicielstwa bliskości
Właśnie tak: rodzicielstwo bliskości nazywa się nurt, którego główną prekursorką jest Jean Liedloff. W wielu wywiadach autorka ta podkreślała, jak ważne jest to, by dziecko czuło obecność rodzica - zarówno tą fizyczną jak i duchową. Liedloff poświęciła swoje życie temu, by uczyć rodziców czułości dla swoich dzieci. O roli pocałunków pisała ona na przykładzie sceny wieczornej, gdy rodzic kładąc dziecko do łóżka oczekuje, że ono szybko zaśnie.

Tymczasem dziecko, zdaniem Liedloff, oczekuje, ze będzie trzymane na rękach, całowane i dotykane. Liedloff przekonywała, że nie mają racji eksperci mówiący, nawet podświadomie, do siebie w takiej sytuacji: „nie, masz być silnym, pokazać, kto tu rządzi i pozwolić dziecku płakać”. Stawiając się w roli dziecka Liedloff przekonywała, że myśli ono w takiej sytuacji, że coś z nim jest nie tak, że jest niewystarczająco dobre. Oznaką wartości będzie dla niego, jak pisze Liedloff, trzymanie i całowanie przez mamę lub tatę przed snem.

My chcemy, a dziecko?
Chcąc pocałować dziecko nawet w głowę czy policzek być może warto zadać sobie też kluczowe pytanie: czy dziecko tego chce? Bo my jako dorośli chyba też nie mamy ochoty być całowanymi przez każdego i bardzo starannie dobieramy sobie grupę osób przekraczających naszą intymną przestrzeń.

Ku przestrodze do informacji publicznej przedostają się też takie informacje.

Śmiertelny pocałunek rodzica
Wiosną ubiegłego roku głośno było o historii kilkutygodniowego chłopca, którego zabił wirus. Chłopcu przekazał go jego kochający ojciec w czasie czułego pocałunku. Po śmierci dziecka informacja od lekarzy była krótka.

Marrie-Claire McCormick, matka chłopca, żona Carla

Usłyszeliśmy, że syn miał opryszczkę. Nie mogłam w to uwierzyć: zaczęłam dopytywać się, jak to możliwe, by taki maluch to złapał. Wtedy lekarz powiedział nam, że źródłem zakażenia mogła być opryszczka wargowa, a wtedy Carl instynktownie podniósł dłoń do ust. Zobaczyłam, jak dosłownie pęka mu serce. Carl kompletnie się załamał. Był zrozpaczony, o wszystko się obwiniał. Ja jednak ani razu nie powiedziałam, że mam do niego żal. Jego jedynym przewinieniem była miłość i troska, jakimi otoczył naszego synka Czytaj więcej

Jak informują zachodnie media, ze względu na to, przyczyna śmierci chłopca była nieznana, szpital musiał zawiadomić o wszystkim policję. Jednak ostatecznie nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności, gdy wyszło na jaw, że wszystkiemu winny był tragiczny zbieg okoliczności.

Rodzice Kaidena apelują teraz do władz, by powiadamiano rodziców o niebezpieczeństwie, jakim może być dla noworodka zwykła opryszczka wargowa. Czego uczy nas ta historia? Może tego, że na punkcie całowania dziecka rodzic powinien być szczególnie ostrożny, gdy sam ma kłopoty ze zdrowiem?
Trwa ładowanie komentarzy...