Plastikowy stolik i połamane kredki to nie jest miejsce przyjazne dzieciom

W restauracji nie musi być nudno
W restauracji nie musi być nudno Fot. danr13 / 123RF Zdjęcie Seryjne
To nie jest artykuł z kolejną poradą. To wyraz (albo i okrzyk!) buntu przeciw robieniu z rodziców i dzieci bałwanów. Gdzie? W restauracjach i kawiarniach. Jak? Poprzez promowanie malutkiego stolika z połamanymi kredkami i pomazanymi kartkami jako Miejsca Przyjaznego Dzieciom. Restauratorzy i właściciele kawiarni! Albo macie prawdziwy kącik dla dzieci, albo nie miejcie go w ogóle. To, co proponuje bardzo wiele miejsc to ponury żart. Z dzieci, z rodziców i z ludzkiej przyzwoitości.

Zapraszamy z dziećmi - nuda gwarantowana
“Zapraszamy z dziećmi”, “Idealne miejsce na rodzinny obiad” - konkurencja jest duża, nic dziwnego, że restauracje próbują przyciągnąć kolejnych klientów, czyli rodziców z dziećmi. Reklamują się jako “miejsca przyjazne dla dzieci”. Jak jest w rzeczywistości wie większość rodziców - “przyjazność dla dziecka” zajmuje 1,5 metra kwadratowego. Objawia się plastikowym stolikiem i brudnym pojemnikiem z połamanymi kredkami. O kartkę, na której można użyć tych kredek trzeba prosić.



Same “kąciki” jakże często są ustawione przy wejściu do lokalu. Nasuwają się sarkastyczne podejrzenia, że to może być zabieg celowy - nawet jeśli jakimś cudem dziecko na dłuższą chwilę przysiądzie przy stoliku, to jego umiejscowienie znakomicie podsyca obawę rodzica o zdrowie (przeciągi) i bezpieczeństwo potomka. Zaniepokojony rodzic zje szybciej i zwiększa rotację stolików.

Ale prawdziwym hitem, swoistą wisienką na torcie, jest wszechobecna zabawka z Ikea - nazywa się kolejka i nietrudno odnieść wrażenie, że kawiarnie są dla szwedzkiej firmy głównym odbiorcą tych zabawek. Nic nie ujmując walorom tego produktu, stosowną wydaje się propozycja, żeby właściciele restauracji sami sobie usiedli i przesuwali koraliki choćby przez 30 minut.

Liczy się też pomysł
Nie w każdej restauracji i kawiarni musi być kącik dla dzieci. Nieraz po prostu nie ma miejsca, nieraz chęci. Dużo lepszym rozwiązaniem jest nie robienie go w ogóle, niż robienie “na odczepnego”. Zresztą nieraz i miejsce i chęci to za mało, bo liczy się też pomysł, a problem nie dotyczy jedynie Polski. W internecie znaleźć można rankingi najgorszych “lokalowych” placów zabaw na świecie. Niektóre są znacznie straszniejsze niż stolik i zabawka Ikea.

Miejsca, gdzie dziecko jest klientem
Restauracje, które kącika nie mają wcale nie muszą tracić rodzinnych klientów. Rodzice wiedzą, że muszą sami zadbać o czas dziecka i mogą się do wizyty lepiej przygotować. Wziąć własne, ulubione przez dziecko, książeczki, kolorowanki, klocki. Tablet, albo przenośną konsolę.

Na szczęście nie zawsze jest plastikowo i nudno. W samej Warszawie jest kilkanaście, albo i więcej miejsc, w którym dzieci są podejmowane po królewsku. Specjalne sale zabaw, dziecięcy animatorzy, zajęcia, warsztaty. To lokale, z których dzieci trzeba wyprowadzać siłą, a później tłumaczyć, dlaczego rodzina nie stołuje się tam codziennie. Takie restauracje i kawiarnie są zresztą w całej Polsce - warto poszukać na forach albo w rankingach miejsc przyjaznych rodzinie.
Trwa ładowanie komentarzy...