Ponad połowa dzieci chodzi na zajęcia dodatkowe. Czy to lepsze niż zabawa na podwórku?

Ponad połowa dzieci uczy się nie tylko w szkole, ale także na zajęciach dodatkowych.
Ponad połowa dzieci uczy się nie tylko w szkole, ale także na zajęciach dodatkowych. Fot. 123 RF
Ponad połowa uczniów w Polsce uczęszcza na zajęcia dodatkowe. To angielski, konie, basen czy balet. Rodzice tłumaczą, że chcą by ich dzieci miały lepszy start. To jednak tylko część prawdy. W wielu rodzinach jest to po prostu sposób na to, by zapewnić dziecku zabawę z rówieśnikami lub po prostu opiekę na te popołudnia, kiedy rodzice są dłużej w pracy.

Do tej pory w dokształcanie dzieci inwestowały głównie osoby z wyższym wykształceniem (stale ponad 80 proc. spośród nich to robi). Teraz ta moda zapanowała wśród rodziców ze średnim wykształceniem (54 proc. w tym roku, 45 proc. w ub.) – czytamy w dzienniku „Metro.” Wszyscy mają nadzieję, że dzięki temu zapewnią swojemu dziecku „lepszy start.”



Czym jest dziś ten legendarny już „lepszy start” - nie wiadomo. W języku naszych rodziców oznaczało to zazwyczaj ukończone studia, szeroki wachlarz dodatkowych umiejętności i na koniec dobra praca w ładnym biurze i kilka tysięcy złotych wpływające co miesiąc na konto.

Ale to wizja idealna – praktyka pokazuje, że dziś po studiach można co najwyżej skończyć na emigracji lub w kraju na stanowisku, gdzie pensja rzadko kiedy przekracza 2 tys. zł.

Czy to jednak oznacza, że nie ma co inwestować w zajęcia dodatkowe? Przeciwnie, czasami jest to dla dzieci po prostu dobra zabawa. A nie – jak się czasem określa z przekąsem, „hodowla pracoholików”.

Królują języki, konie i basen
Rodzice na zajęcia dodatkowe przeznaczają średnio średnio 296 zł miesięcznie na dziecko, 10 proc. więcej niż w ubiegłym roku.

Zdecydowana większość tych środków idzie na naukę języka obcego. Płaci za nią 35 proc. badanych (w ub. roku 28 proc.). To najwięcej od 1998 r.
Co trzeci rodzic posyła dziecko na zajęcia sportowe takie, jak pływanie, gra w piłkę, tenis, sztuki walki lub jazda konna. Co piąty płaci za zajęcia artystyczne. Tyle samo osób pośle dziecko na korepetycje lub kurs przygotowawczy do egzaminów. To znaczny wzrost, bo w 2013 roku dokształcanie deklarowało tylko 12 proc. rodziców.

Dużo? Czasami tak, bo zdarzają się takie dzieci, które nie mają wolnego ani jednego popołudnia w tygodniu. Nie mają czasu ani na swobodną zabawę z rówieśnikami, ani na czytanie książek. Nie czytają nawet lektur, nie mówiąc już o takich, po które sięga się po prostu dla przyjemności.
Małgorzata
graficzka z Warszawy

Moja córka niemal wszystkie popołudnia ma zajęte. A i tak kilka jej pomysłów na dodatkowe zajęcia odrzuciliśmy - chodzi na zajęcia plastyczne do pobliskiego domu kultury, na język angielski i do szkółki pływackiej. Artystyczne zacięcie odkryła w wakacje, angielski dodatkowy to dziś standard, a basen jest ważny dla zdrowia. Chciałaby jeszcze karate i szachy, ale nie ma czasu. Czytaj więcej



Eksperci takie rozkłady dnia dzieci krytykują twierdząc, że polskie dzieci praktycznie cały czas się uczą. Zmienia się tylko miejsce pobierania nauki.

A w tym okresie potrzeba im przede wszystkim więcej luzu. – Dzieci "beztrosko się bawiąc" wcale nie marnują czasu. One w tym czasie uczą się różnych umiejętności społecznych, rozwiązywania problemów. Poznają w ten sposób świat i wcale nie fundują sobie bezstresowego wychowania, tylko podejmują naprawdę trudne role w tych zabawach. Jeśli zlekceważymy rolę zabawy w życiu dziecka, to może się okazać, że w przyszłości zabraknie mu kreatywności i zaradności – mówi Jarek Żyliński, psycholog wychowawczy.

Kto jednak powiedział, że nauka na zajeciach dodatkowych nie może być świetną zabawą? Poza pewnymi wyjątkami, zajęcia te nie polegają na siedzeniu nad książkami. Przecież basen, konie czy lekcje tenisa też mogą być doskonałą rozrywką, bo nie dość, że pozwalają zmęczyć się fizycznie, to w dodatku dają także możliwość spędzania czasu w gronie rówieśników. Czy rzeczywiście bieganie po podwórku daje dziecku więcej?

Lepszy angielski niż łacina podwórkowa
Prawdą jest też, że przebywając często na podwórkach czy placach zabaw dziecko poznaje różnorodne towarzystwo i ma szanse dowiedzieć się, że na co dzień po świecie chodzą zupełnie różni ludzie. I że tak samo spotyka się wybitnego profesora jak i śmietnikowego nura, dziecko z dobrego domu oraz z takiego, w którym króluje alkohol i przemoc.

Ale czy tak naprawdę naszym dzieciom znajomość z tymi, którzy już mają na koncie pierwsze zatargi z prawem, jest naprawdę potrzebna?

Większość rodziców bardzo starannie wybiera szkołę, do której trafi ich dziecko. Wolą te podstawówki, które są w lepszych dzielnicach, do których trafiają dzieci z „bogatych i porządnych” domów. Boją się tych, gdzie zdarzają się kradzieże, przemoc i narkotyki. I nie ma w tym nic dziwnego.

Dlaczego zatem dziwimy się, gdy ktoś woli, by jego dziecko spędzało czas na koniach z dziećmi, od których może się nauczyć dobrych manier i ładnego języka. Wiele podwórek, zwłaszcza w gorszych rejonach miast, po prostu niekoniecznie się nadaje do tego, by biegały po nich dzieci.

Czasami zajęcia dodatkowe to konieczność
Jest jeszcze i inna strona medalu. Zajęcia popołudniowe dla dzieci to w przypadku wielu rodzin konieczność. Jeśli rodzice pracują do późna, ktoś musi zająć się dzieckiem, a opiekunka to wydatek około 15 zł za godzinę. O wiele taniej jest wynająć kogoś tylko po to, by ze szkoły odprowadził dzieci na zajęcia dodatkowe, niż spędził z nimi popołudnie.

W ten sposób rodzice mają pewność, że ich dziecko jest pod dobrą opieką. I w dodatku spędza czas w ciekawy sposób.
Trwa ładowanie komentarzy...