W sytuacji zagrożenia życia ludzie wolą kręcić filmiki niż podać rękę. Gdzie się podziali bohaterowie?

Podczas wypadku w Knurowie w płonącym samochodzie było dziecko. Ludzie jednak woleli kręcić telefonami filmiki niż je ratować
Podczas wypadku w Knurowie w płonącym samochodzie było dziecko. Ludzie jednak woleli kręcić telefonami filmiki niż je ratować Fot. screen You Tube
W Knurowie na Śląsku wydarzył się wypadek. Niby nie wyjątek, bo na polskich drogach codziennie jest ich wiele. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że dziennie od 70 do 100. Ale to nie był zwykły wypadek, jakich na drodze wiele.

W czasie wypadku w Knurowie doszło do zderzenia samochodu osobowego z motocyklem i wybuchł pożar. W płonącym aucie było 7 – letnie dziecko, które nie było w stanie wydostać się z uszkodzonego auta. – Gapie zamiast ratować dziecko nagrywali filmy w swoich telefonach. Szczęśliwie kierowcy udało się uratować dziecko. Gliwiczanin doznał tylko poparzeń dłoni - powiedział po wypadku Marek Słomski z KMP Gliwice.

Pojedynczy przypadek? Nie wydaje mi się. Wczoraj w mediach pojawiła się informacja o kobiecie, która nagle urodziła dziecko w autobusie PKS w Biłgoraju. Kierowca przyjął poród i udzielił noworodkowi pierwszej pomocy. W ten sposób uratował dziecku życie.

Brawo dla tego pana. Ale pytanie, dlaczego kierowca nie jechał z rodzącą jak najszybciej do szpitala? Powód oczywisty – nie da się równocześnie pomagać rodzącej i prowadzić autobusem. A nikt poza nim nie kwapił się do pomocy. „Pasażerowie uciekli” - czytamy w doniesieniach prasowych.


Opinie o reakcji pasażerów podzieliły internautów. Jedni pisali wprost, że to skandal. Drudzy tłumaczyli, że prawdopodobnie było to związane z ryzykiem spóźnienia się do pracy w miejscu „gdzie spóźnień się nie toleruje.” Tak się zastanawiam, czy rzeczywiście w jakiejkolwiek firmie robiono by pracownikowi zarzut z tego powodu, że po drodze do pracy uratował komuś życie? A jeśli rzeczywiście są takie miejsca, to... po prostu ręce opadają.

Zgodnie z prawem nieudzielenia pomocy w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia jest przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat wiezienia. Z policyjnych statystyk wynika, że w ubiegłym roku wszczęto 183 takie postępowania. W stu przypadkach podejrzenia okazały się uzasadnione.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dziś coraz częściej normalnym ludzkim odruchem staje się niechęć udzielenia pomocy, ale sięgnięcie po telefon. I to nie po to, by wezwać karetkę, ale by nagrać zdarzenie, wrzucić do internetu i zebrać lajki. Które, jak się czasami odnosi wrażenie, są dla tych osób jest to sensem całego istnienia. Nieważne, że ktoś umrze. Ważne, że przez chwilę będę niezłym gościem.

Podobno Polacy są szczęśliwi. Według najnowszych badań TNS Polska aż 91 proc. obywateli naszego kraju ma poczucie, że w jego życiu wszystko jest jak trzeba.

Jak to możliwe, że tak dobre samopoczucie mają ludzie, którzy żyją w kraju, który do najzamożniejszych nie należy, stopa bezrobocia od lat jest wskaźnikiem dwucyfrowym a ludzie masowo wybierają życie za granicą? Otóż, największą życiową satysfakcję Polacy czerpią z udanego związku, posiadania przyjaciół i narodzin dziecka. To super, że rodzina jest dla nas coraz ważniejsza. Ale może nie powinniśmy koncentrować się tylko na tym, co we własnym domu? Świat za naszymi drzwiami też istnieje i nie warto koncentrować się tylko na tym, co nas bezpośrednio dotyczy.

Tym bardziej, że może pewnego dnia pomoc będzie potrzebna naszemu rodzicowi, partnerowi czy dziecku. I jeśli jej nie otrzyma, bo ktoś kto mu może pomóc będzie miał go gdzieś, całe nasze mozolnie budowane szczęście może się rozsypać jak domek z kart.
Trwa ładowanie komentarzy...