Rodzice wypowiadają wojnę kiepskim położnikom. Skarżą szpitale za błędy podczas porodów i cierpienia dzieci

Coraz więcej rodziców w Polsce skarży szpitale za źle przeprowadzone porody i narażenie życia ich dzieci na niebezpieczeństwo
Coraz więcej rodziców w Polsce skarży szpitale za źle przeprowadzone porody i narażenie życia ich dzieci na niebezpieczeństwo Fot. Raphael Goetter /http://bit.ly/1zDD0v0 CC BY 2.0 /http://bit.ly/1mhaR6e
Rodzice powoli mają dość złego traktowania kobiet na porodówkach. Zauważyli, że zdecydowana cześć uszkodzeń okołoporodowych ich dzieci, to skutek niekompetencji personelu medycznego. I składają zawiadomienie do prokuratury.

Najgłośniejszą tego typu sprawą jest okaleczenie podczas porodu jednej z córek sztangisty Bartłomieja Bonka. Jedna z jego córek urodziła się zdrowa, druga – po 45 minutach z objawami ostrego niedotlenienia. Po piętnastu miesiącach dziecko zmarło.

Komisja lekarska powołana w szpitalu orzekła, że do nieszczęścia doszło na skutek zaniedbania ze strony lekarzy prowadzących poród. Dyrekcja szpitala złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, a obaj lekarze stracili pracę. Latem prokuratura w Opolu postawiła lekarce przyjmującej poród zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Obecnie w sprawie toczy się postępowanie sądowe.

Walczą z porodówką w Zduńskiej Woli
Zachęceni tym rozwojem sprawy także rodzice innych dzieci okaleczonych podczas porodów ruszyli dochodzić swoich praw w sądzie. Rodzice dzieci, które przyszły na świat w szpitalu w Zduńskiej Woli założyli nieformalną Koalicję Skrzywdzonych Rodzin. W rezultacie doprowadzili oni do śledztwa, w którym prokuratura bada 11 przypadków potencjalnych przestępstw.

Do Koalicji Skrzywdzonych Rodzin należy m.in. Anna Kujawska, która miała rodzić swoją córkę przez cesarskie cięcie, ale lekarze w ostatniej chwili podjęli inną decyzję.
Anna Kujawska
kobieta, która rodziła w szpitalu w Zduńskiej Woli

Z tego, co pamiętam, to pan doktor przyszedł i poprosił o kleszcze. Powiedział, że mam się nie interesować dlaczego, po prostu mam zacząć przeć. Na szczęście, kleszczy nie użyli, ale trzy osoby rzuciły mi się na brzuch i po prostu córkę wypchnęli. Dopiero po chwili usłyszałam jej krzyk, a wcześniej wiem, że ją reanimowali. Potem lekarz zaczął mnie szyć. Gdy ruszyłam pośladkami, to powiedział do mnie: ”połóż k...a. tę dupę” Czytaj więcej



Kobiety nikt też nikt nie poinformował o stanie zdrowia córki. Dopiero po kilku dniach dowiedziała się o tym, że dziecko ma porażenie splotu ramiennego. To jak się okazało, było skutkiem niewłaściwie przeprowadzonego porodu.

To nie pojedynczy przypadek. Zdaniem rodziców w szpitalu w Zduńskiej Woli zbyt często odmawiano przeprowadzenia cesarskiego cięcia w sytuacji, gdy było to konieczne. Dzieci z takich porodów przychodziły na świat okaleczone, niedotlenione, z uszkodzeniami mózgu. Są takie, które nie widzą, nie chodzą i nie mówią.


Na oddziale zdarzały się także przypadki nierozpoznania ciąży pozamacicznej, co niemal nie doprowadziło do śmierci pacjentki.

Rodzić po ludzku?
18 lat temu powstała Fundacja Rodzić po Ludzku, która walczy o to, by szpitale starały się zapewnić pacjentkom odpowiedni komfort porodu. Wiele przez ten czas się zmieniło. Pojawiły się pojedyncze sale, w porodzie kobiecie może towarzyszyć za darmo bliska osoba, można samemu wybrać szpital, w czasie porodu przyjmować dowolne pozycje. Mniej jest też przypadków nacinania krocza, a noworodek od pierwszych chwil życia trafia na brzuch mamy.

Czy jest już dobrze? Nadal bez szału – z przeprowadzonych przez Fundację badań w zakresie stosowania wprowadzonych w 2012 (rozporządzeniem ministra zdrowia) standardów opieki okołoporodowej na terenie województwa mazowieckiego wynika, że wciąż jest gorzej niż powinno.

„Wygląda na to, że standardy to martwy akt prawny, a wielkie nadzieje na rewolucyjną zmianę na polskich porodówkach przepadają z kretesem.” - czytamy w raporcie.
Problem jest rutynowe nacinanie krocza, przebijanie pęcherza płodowego, brak możliwości swobodnego poruszania się, picia, dezinformacja, przedmiotowe traktowanie kobiety w porodzie, brak ciągłości opieki nad kobietą.

Jednak tego typu zmiany wymagają od szpitali głównie zmiany sposobu myślenia o rodzącej kobiecie. Oczywiście potrzebne też były nakłady finansowe chociażby na adaptację sal porodowych i przeszkoleniem personelu, ale często te wydatki zostały już poniesione przed wprowadzeniem ministerialnych standardów.

Szpitale pełne ignorantów
Problem jednak w tym, że wciąż w wielu miejscach, nawet tych, które chwalą się tym, że są przyjazne pacjentom, zbyt często popełnia się błędy. Dlaczego? Z kilku powodów. Pracowników szpitali gubi nie tylko brak specjalistycznej wiedzy, ale także rutyna i ignorancja.

Oczywiście są porody, które się komplikują i trzeba nagle wykonywać cesarskie cięcie. Ale prawdą jest też to, że wielu sytuacji można by uniknąć, gdyby nie błędy lekarskie – mówi anonimowo położna pracująca w jednym z warszawskich szpitali.

Opowiada też, że była kiedyś świadkiem sytuacji, gdy w szpitalu zmarło dziecko przed narodzeniem. – Mimo złego odczytu ktg w nocy, lekarz zdecydował, że usg zostanie zrobione dopiero rano. Niestety, wtedy było już za późno. Nie raz zdarza się też, że położna walczy z lekarzem o interwencję, bo widzi, że poród się przedłuża albo przebiega nieprawidłowo, ale lekarz nie chce jej słuchać – dodaje położna.

Kobieta opowiada także, że kiedyś wśród położnych krążyła opowieść o tym, jak pacjentkę po porodzie skarżyła się na problemy z oddychaniem. Lekarz nawet do niej nie przyszedł, tylko kazał ją obserwować. Rano okazało się, że kobieta miała atak astmy i doszło do obrzęku płuc.

Skąd w szpitalach tyle niefrasobliwości? Zdaniem położnej z dwóch powodów. Po pierwsze to skutek rutyny. Lekarz, który od lat pracuje na położnictwie wie, że najczęściej spadki tętna dziecka same się wyrównują i nic złego się nie dzieje. Ale nie zawsze tak jest. I jeśli lekarz to zignoruje, to wtedy może dojść do nieszczęścia.

Drugi powód to zbyt małe doświadczenie lekarza. Coraz częściej poród prowadzą wyłącznie położne, a rola lekarza sprowadza się do tego, że podpisuje dokumenty, kiedy wszystko jest w porządku. Kiedy więc sprawy się komplikują, to nie wie, jak powinien zareagować.
Trwa ładowanie komentarzy...