Konflikt pokoleń przybiera na sile. Młodzi ludzie straszą swoich rodziców policją

Dzieci szukają wsparcia u policjantów mając nadzieję, że ci pozwolą im nie odrabiać lekcji lub powiedzą rodzicom, że nie muszą po sobie sprzątać.
Dzieci szukają wsparcia u policjantów mając nadzieję, że ci pozwolą im nie odrabiać lekcji lub powiedzą rodzicom, że nie muszą po sobie sprzątać. Fot. DaGoaty /http://bit.ly/1Fq2tZ8 CC BY 2.0 /http://bit.ly/1mhaR6e
13 – letnia dziewczynka zadzwoniła na policję. Poskarżyła się na ojca, bo ten kazał jej posprzątać pokój. Takich przypadków jest coraz więcej – mówią policjanci.

Problem był w tym, że, jak poinformował media, Krzysztof Wasyńczuk, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, ojciec miał nakazać to swojemu dziecku „w zdecydowany sposób.”



Policja poważnie potraktowała zgłoszenie. Jak czytamy na stronie Komendy Miejskiej w Olsztynie, na miejsce zostali skierowani policjanci, którzy sprawdzili, czy mężczyzna jest trzeźwy. Interwencja zakończyła się rozmową z obiema stronami konfliktu.

Bo babcia nie zrobiła kanapki
To jednak nie jedyna tego sytuacja w ostatnim czasie. Policjanci przyznają, że takich telefonów od dzieci, jest coraz więcej.

– Takie wezwania to codzienność. Policja do wszystkich informacji podchodzi poważnie. Nie wolno nam ich zbagatelizować – mówi inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendanta Głównego Policji. – One brzmią jak informacje prawdziwe, mrożą krew w żyłach, a potem często okazuje się, że coś się komuś wydawało, ktoś zrobił żart – przyznał policjant. Ale też, jak dodał, zazwyczaj okazuje się, że potrzebna jest rozmowa z rodzicem, o tym że trzeba zając się dzieckiem, zacząć z nim rozmawiać, bo jest jakiś problem, który wymaga rozwiązania.

– Musimy jednak najpierw ustalić, czy to jest przemoc czy zdenerwowany rodzic, który się wkurzył na swoje dziecko i podniósł głos – tłumaczył Sokołowski.

Na co narzekają młodzi ludzie? Na przykład skarżą się, że babcia ich zaniedbuje bo nie postawiła na stole na czas obiadu czy zamiast zrobić wnuczkowi kanapki, pokazuje mu, gdzie leży chleb i nóż. Zdarza się także, że skarżą się na to, że muszą odrabiać lekcje. Był też przypadek, że nastolatek namawiał policjantów, by ci przekonali matkę, że powinna dać mu więcej pieniędzy. Po co? Chłopakowi na imprezie sylwestrowej zabrakło po prostu gotówki na alkohol.

Lepiej dmuchać na zimne?
Czy takie telefony na policję to bezsensowne zawracanie głowy stróżom prawa, którzy w tym czasie powinni zająć się ważniejszymi sprawami? Rzecznik praw dziecka Marek Michalak na swoim profilu na Facebooku skomentował całą sprawę tak: A interwencje tzw. "dorosłych" to zawsze są zasadne? Lepiej sprawdzić każdą informację, niż zaniechać i w konsekwencji stwierdzić tragedię. Jeśli dzieci ze swoimi problemami wychodzą na zewnątrz to świadczy, że wewnątrz nie mają z kim porozmawiać.
Mirosława Kątna
Przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka

Na kilkanaście telefonów wykonanych z błahych powodów czy wręcz chęci zemsty na rodzicach, może trafić się ten jeden naprawdę ważny.



Jej zdaniem dobrze, że dzieci są coraz bardziej świadome swoich praw i potrafią sięgnąć po telefon, gdy czują, że coś jest nie tak. – Niestety, tych dzieci dzwoniących na policję jest wciąż zbyt mało. Te naprawdę krzywdzone zbyt rzadko sięgają po telefon, bo zwyczajnie kochają swoich oprawców i nie chcą na nich donosić. Nawet w tych krajach, gdzie w zasadzie wszystkie dzieci wiedzą, że nioe wolno dawać klapsó, takie telefony zdarzają się niezwykle rzadko – dodaje Kątna.

Ale nawet, gdy w rodzinie nie dochodzi do aktów przemocy, taki telefon dziecka ze skargą na rodziców, też powinien dać rodzicom do myślenia. Bo taka skarga ewidentnie świadczy o tym, że w rodzinie jest problem z właściwą komunikacją, relacje między rodzicami i dziećmi nie były prawidłowe, a stosowane do tej pory metody wychowawcze nie sprawdziły się.

– Dorastająca, trzynastoletnia panienka powinna być już nauczona tego, że po sobie trzeba sprzątać. Jeśli jednak przez wiele lat ktoś to robił za nią, to trudno się dziwić, że tak zareagowała na polecenie ojca, które zostało jej wydane w okresie „burzy i naporów” – tłumaczy Kątna. Dodaje, też, że gdyby tak zachowało się jej dziecko, uznałaby, że poniosła wychowawczą klęskę.
Trwa ładowanie komentarzy...