Wojny rodziców na wirtualnej arenie

Fot. 123RF
Na krucjatę ruszają uzbrojeni w myszy i klawiatury, walczą dzielnie i nie oszczędzają przeciwników - rodzice. Internetowe dyskusje i fora rozgrzewane są do czerwoności przez walczących o obronę swojej ideologi wychowawczej rodziców. Pytanie brzmi: tylko czy to konieczne? Dlaczego rodzice tak emocjonalnie walczą z innymi poglądami, opowiada psycholog Piotr Mosak.

Dyskusje internetowe rodziców, to swego rodzaju krucjaty. Można odnieść wrażenie, że rodzice przychodzą na wirtualne ustawki z innymi mamami i ojcami. Dlaczego na tak popularnych forach internetowych nie ma prawdziwego dialogu?

Piotr Mosak, psycholog - Należy pamiętać, że fora internetowe, to nie źródło wiedzy, nie powinno się tam szukać informacji. W takich miejscach znaleźć można jedynie zbiór przekonań. I właśnie dlatego, że są to przekonania, ludzie tak zaciekle ich bronią.

Dlaczego rodzice tak zaciekle walczą z odmiennym zdaniem, z innymi od ich własnych wyborami? Czy są jakieś powody internetowych wojen?

Powodów tak emocjonalnych debat jest kilka. Przede wszystkim wynika to z anonimowości. Jestem jej przeciwnikiem, to bardzo szkodzi dyskusji. Istnieją ludzie o osobowości podjudzaczy, którzy nie biorą faktycznego udziału w dyskusji, a ich jedynym celem jest włożyć kij w mrowisko i wywołać burzę. Inni internauci z nimi dyskutują, choć nie ma to najmniejszego sensu.

Drugim powodem jest ogólny poziom agresji w narodzie. Jeszcze kilka lat temu można było obserwować spadek agresji, teraz znów wydaje się ona wzrastać. Jest to związane z tym, jak bardzo jako naród czujemy się oszukiwani przez rządzących. Gdy nadarza się okazja dajemy upust złości, agresji i frustracji - na przykład podczas takiej dyskusji.


Trzecim powodem jest niskie poczucie własnej wartości. Osoby niedowartościowane będą w dyskusji reagowały zgodą na wszystko lub agresją i atakiem. Obie skrajne postawy świadczą o niskim poziomie asertywności.

Ostatnią przyczyną internetowych wojen, może być bezsilność. Gdy człowiek jest bezradny i nie wie już co robić, brak mu argumentów, może reagować agresją. Niestety osoby, które tak funkcjonują w świecie wirtualnym, często w obliczu bezradności spowodowanej zachowaniem dziecka, zareagują tak samo w prawdziwym życiu.

Ale skąd ta pewność i poczucie misji? Często rodzice sprawiają wrażenie, jakby przekonanie innych do swoich racji było ich prawdziwą misją.


To nasza cecha narodowa od stuleci. Mojsza racja jest bardziej mojsza niż twojsza. Polak jak coś uważa, to on to wie. Przeprowadzono kiedyś badania, z których wynika, że im bardziej ktoś jest pewny swojego - tym mniejsza jest jego wiedza. Dopiero w miarę edukacji i rozwoju ta pewność maleje. Na poziomie eksperckim, rzadko kiedy ktoś bezwzględnie jest pewny swoich racji. Można zatem przyjąć, że jeżeli ktoś idzie w zaparte i utrzymuje, że jest absolutnie pewien swojego stanowiska, prawdopodobnie jego wiedza na ten temat jest bliska zeru.
Być może znów osoby o niskim poczuciu wartości szukają w takich dyskusjach poparcia.

W dyskusjach na temat wychowania sprawa jest o tyle trudna, że dziś doskonale wiemy, że każde dziecko jest inne i do każdego należy podchodzić indywidualnie. Trudno jako argument podawać swoje doświadczenia, bo rodzic dwuletniego dziecka dopiero za jakiś czas zobaczy efekty wychowawcze swojego postępowania.

Czy kiedyś, zanim nastała era wirtualnego życia, obserwowano podobne zachowania?

Nie, kiedyś nie dochodziło do takich dyskusji. Dawniej każdy odpowiadał za swoje słowa własną twarzą. Mieliśmy szacunek do wiedzy starszych i książek, bo to z nich czerpaliśmy wiedzę. W czasach cenzury dyskutowało się na posiadówkach w kawiarniach, każdy wiedział, że żeby dyskutować musi przedstawić jakąś wiedzę i mieć argumenty.

W sprawach wychowawczych młodzi rodzice często byli dominowani przez starszych, z którymi natomiast trudno było dyskutować - oni swoje racje popierali doświadczeniem, młodym trudno było obronić nowe metody – dodaje.

Rodzice jak gladiatorzy

Faktem jest, że rodzice walczą jak lwy na internetowej arenie. Często nieadekwatnie do ich rzeczywistego zaangażowania w dany temat czy problematykę. Przecież przebieg dyskusji na forum, czy pod artykułem teoretycznie nie ma żadnego bezpośredniego wpływu na ich wolność osobistą jako rodzica. Być może rzeczywiście jesteśmy zbyt sfrustrowani sytuacją polityczną i odczuwamy bezsilność, a w internetowej dyskusji możemy przynajmniej spróbować zmienić świat na lepszy. Bo przecież, gdyby któryś z rodziców nie wierzył, że wybiera najlepszy sposób i metodę na coś, to czy stosowałby ją wobec własnego, ukochanego dziecka?
Trwa ładowanie komentarzy...