Ewa Kopacz bawi się w Świętego Mikołaja

Kopacz rozdaje obietnice z taką samą łatwością, jak Mikołaj prezenty
Kopacz rozdaje obietnice z taką samą łatwością, jak Mikołaj prezenty Fot. Anna Bizoń/ 123 RF
Dla każdego coś miłego – tak w skrócie można podsumować wygłoszone przez premier Ewę Kopacz expose. A już to, co zostało obiecane polskim rodzinom brzmi jak niespodziewany prezent od losu. Największy problem jednak w tym, skąd w budżecie państwa miałyby się znaleźć na to pieniądze.

„Mam kłopot: jak nazywa się żeński odpowiednik politycznego Świętego Mikołaja” - pytająco skomentował na Twitterze prof. Leszek Balcerowicz. Chwilę później dziennikarz Konrad Piasecki zatweetował – „Na miejscu Szczurka to ja bym nie siedział na sali, tylko zamknął się w MinFinie i płakał, myśląc, skąd na to wszystko wezmę kasę.”

Pomysły dobre, ale...
Trudno jednak nie zgodzić się z tym, że to, co zaproponowała nowa premier, to bardzo dobre rozwiązania. Ale czy to właściwa droga do poradzenia sobie z kryzysem demograficznym, który mamy w Polsce?

Weźmy choćby pod uwagę pomysł rozszerzenia rocznych urlopów rodzicielskich na osoby bezrobotne i zatrudnione na podstawie umowy o dzieło. Te osoby, zgodnie z zapowiedziami nowej premier, miałyby otrzymywać tysiąc złotych miesięcznie.

Dzięki temu widmo macierzyństwa nie będzie tak straszne dla młodych kobiet, które zanim solidnie osiądą na rynku pracy, przez pierwsze lata pracują często na cywilnoprawnych kontraktach poprzeplatanych okresami bezrobocia. Patrząc w ten sposób, ta propozycja skierowana jest właśnie do nich. A to przecież grupa, która zaczyna decydować się na dzieci.
Jacek Kucharczyk
szef Instytutu Spraw Publicznych

Ta propozycja to uzupełnienie luki w obecnym systemie urlopów rodzicielskich. Od dawna apelowaliśmy, że tu jest błąd i dobrze, że ktoś chce go naprawić.

Przypomnijmy – wydłużenie urlopów rodzicielskich do roku to obecnie jeden z najskuteczniejszych mechanizmów zachęcających do rodzenia dzieci. Z pierwszych danych statystycznych wynika, że od tego roku zaczęło już rodzić się więcej dzieci.

Ale jest jeszcze druga strona medalu. Samozatrudnione kobiety na „pełnym” ZUS – ie płacą co miesiąc ponad 1,1 tys. zł składki. W zamian za to, jeśli urodzą dziecko, mają szansę na zasiłek w wysokości ok.1,8 tys. zł. Kobiety często utrzymują drogą firmę, bo chcą mieć właśnie prawo do świadczeń w razie, gdyby przytrafiło im się dziecko. A ono się pojawia lub nie.
Teraz, gdy już nie musiałyby martwić się o zasiłek, to pewnie część z nich zawiesi działalność. A na emeryturę będą odkładały w inny sposób.


Podobnie z progami dochodowymi. Aby dostać zasiłek rodzinny, dochód na członka rodziny nie może przekraczać 539 zł (od listopada 574 zł). W dodatku świadczenia są bardzo niskie – na dziecko do 5 lat przysługuje zasiłek w wysokości 77 zł, między 5 a 18 lat – 105 zł a między 18 a 24 rokiem życia – 115 zł.

Ustanowienie progu dochodowego powodowało, że co roku, wraz ze wzrostem płac (zwłaszcza pensji minimalnej) liczba osób uprawnionych do świadczenia malała. W 2013 r. aż o 200 tys. osób.

Pani premier zaproponowała dziś, że od stycznia 2016 r. kwota, o którą zostanie przekroczony próg, będzie odliczona od zasiłku. To oznacza, że ludzie będą mieli do niego prawo, ale za to dostaną jeszcze mniej.

Zwiększona zostanie także liczba „darmowych” podręczników. Dostaną je uczniowie drugiej i trzeciej klasy a w dalszej kolejności gimnazjaliści. Tylko, że już dziś nauczyciele, rodzice i uczniowie narzekają na darmowy podręcznik w pierwszych klasach. I po cichu zbierają pieniądze na dodatkowe pomoce naukowe. Jest tak, jak w obiecanych przedszkolach „za złotówkę.” Niby opłaty niższe, ale i tak ciągle trzeba dopłacać do materiałów plastycznych czy na zajęcia dodatkowe. Tyle, że pieniądze zbiera nie przedszkole, a rada rodziców.

Realizacja części tych obietnic, zaplanowana jest na 2016 i 2017 r. czyli już po najbliższych wyborach parlamentarnych. Jeśli Platforma je przegra, będzie czuła się usprawiedliwiona, gdy nie zostaną zrealizowane.

Ale gdyby ustawy zostały uchwalone wcześniej, o pieniądze na ich realizację będą martwili się ich następcy.

Zabrakło rozwiązań systemowych
Zdaniem demografa prof. Krystyny Iglickiej-Okólskiej zaproponowane przez nowy rząd rozwiązania nie odpowiadają jednak na wyzwania współczesnego świata.
prof. Krystyna Iglicka – Okólska
demograf

Potrzeba nam zmian systemowych. To kolejne nieprzemyślane obietnice.

I wylicza: w programie zabrakło propozycji rozwiązań dotyczących reform gospodarczych. Nie widzę tu niczego, co doprowadziłoby do poprawy sytuacji młodych na rynku pracy. Za to zwrócono uwagę na pomoc „tłustym misiom” – mówi Iglicka-Okólska.

Jej zdaniem powinno się przede wszystkim wprowadzić ulgi podatkowe dla tych, którzy zatrudniają młodych, dla samozatrudnionych, których na rynku będzie przybywało i ułatwień dla osób, które chcą wyjść z szarej strefy. – Skupmy się na tym, by młodzi mieli tu prace i nie wyjeżdżali. A wtedy dzieci będą – mówi demografka.

Podobnie uważa także Piotr Duda, szef NSZZ „Solidarność.” – Zabrakło tego, co najbardziej buduje bezpieczeństwo polskich rodzin, a więc zdrowy rynek pracy i przyjazny system podatkowy, w tym dostępność do świadczeń socjalnych dla rodzin najuboższych – napisał w komentarzu przesłanym do redakcji przewodniczący.
Trwa ładowanie komentarzy...