Coraz więcej miejsc w przedszkolach, ale i tak nie wystarcza ich dla wszystkich

Dzieci w przedszkolu spędzają średnio siedem godzin dziennie
Dzieci w przedszkolu spędzają średnio siedem godzin dziennie Fot. Łukasz Nowaczyk/Agencja Gazeta
Przedszkoli w Polsce przybywa. W ciągu ostatnich dziesięciu lat, liczba dzieci, które uczęszczały do takiej placówki zwiększyła się. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku do przedszkoli chodziło w Polsce 1,21 mln dzieci. To aż o 56 tys. więcej niż w roku poprzednim.

Ale to nadal zbyt mało. Z opublikowanego w lipcu przez Komisję Europejską raportu wynika, że zaledwie 40 proc. dzieci, zanim trafi do szkoły, korzysta z edukacji przedszkolnej. To najgorszy wynik w Europie.

Co roku za mało miejsc
Do przedszkola obowiązkowo muszą chodzić dzieci pięcioletnie i to dla nich jedynie są zagwarantowane miejsca. Pozostałe trafiają do placówki tylko wtedy, gdy tak zdecydują rodzice. I pod warunkiem, że będzie dla nich w przedszkolu miejsce.

Jak wygląda uprzedszkolnienie w grupie czterolatków? Z raportu wynika, że Polska jest daleko w tyle. W naszym kraju wszelkimi formami opieki przedszkolnej objętych było ok. 65 dzieci. Dla porównania - w Niemczech w tym czasie do przedszkola chodziły niemal wszystkie dzieci w tym wieku.

Sytuacja przedszkolaków ma się poprawić dopiero w 2015 r. Zgodnie z tzw. ustawą przedszkolną, która weszła w życie w ubiegłym roku gminy będą miały obowiązek zapewnić miejsce w przedszkolu wszystkim czterolatkom, a w 2016 r. - trzylatkom.

Obecnie w większości miast w Polsce zabrakło miejsc dla dzieci w publicznych placówkach. Dyrekcje rezygnowały przede wszystkim z przyjmowania najmłodszych dzieci, bo musiały przyjąć pięcio - i sześciolatków.

W dużych miastach takich jak Warszawa czy Kraków co roku brakuje ok 2 - 3 tys. miejsc dla dzieci w wieku przedszkolnym. W mniejszych miastach - z reguły ok 500 - 1000 miejsc. W Opolu, stolicy najbardziej wyludnionego regionu w Polsce zabrakło niemal 270 miejsc, głównie dla trzylatków.


Miejscy włodarze tłumaczą, że gdyby do szkoły poszły wszystkie sześciolatki, to mogliby przyjąć jeszcze 170 maluchów. Ale rodzice, z reguły przeciwni wczesnej edukacji dzieci, masowo załatwiają dla swoich synów i corek odroczenie obowiązku szkolnego.

Najgorsza sytuacja z miejscami w przedszkolach jest w tzw. młodych dzielnicach. W Warszawie o miejsce najtrudniej na Białołęce, gdzie jest dużo nowych osiedli i młodych małżeństw z dziećmi.

Znacznie lepiej w Śródmieściu czy na Żoliborzu. W rezultacie rodzice albo wożą dzieci przez pół miasta do bezpłatnego, publicznego przedszkola albo zapisują dziecko do placówki prywatnej płacąc za nią co najmniej tysiąc złoty miesięcznie plus wpisowe. A do przedszkoli w centrum miasta przyjmowane są nawet dzieci dwu i pół letnie.

Jest coraz taniej, ale...
Ubiegłoroczna ustawa przedszkolna znacznie obniżyła opłaty za przedszkola. Zgodnie z nowymi przepisami jeśli rodzice wysyłają dziecko tylko na pięć godzin, płacą tylko za wyżywienie. W zależności od miasta jest to 5 - 10 zł.

Opłata za pobyt dziecka w placówce naliczana jest dopiero po godz. 13. To złotówka za godzinę.
Z badań GUS wynika, że z średnio rodzice płacą za dwie godziny pobytu dziecka.

Od ubiegłego roku przedszkolom nie wolno pobierać opłaty za zajęcia dodatkowe. Jeśli są przez panie przedszkolanki albo opłacane ze składek płaconych na radę rodziców.

Ale...brak stałych opłat dodatkowych powoduje, że rodzice muszą sami do przedszkola przynosić wiele rzeczy.
Tomek
tata trzyletniego Antosia

My oprócz opłat za wyżywienie musimy co miesiąc przynosić dużą paczkę suchych i mokrych chustek oraz rolkę papierowych ręczników. Płacimy także co miesiąc składki na radę rodziców. Niby opłata dobrowolna, ale pani, która je zbiera informuje rodziców, że nikt dotąd nie wpłacił mniej niż 30 zł. W takiej sytuacji jakoś niezręcznie zapłacić mniej.



Są także przedszkola, w których oczekuje się od rodziców, ze przyniosą także papier toaletowy, wpłacą co miesiąc kilkanaście złotych na materiały plastyczne i parę razy do roku kupią dzieciom nowe zabawki.

Przedszkole de luxe

Ci, którzy zmuszeni są zapisać dziecko do prywatnej placówki, jak i osoby, które z różnych powodów (bliskość pracy, przekonanie, że płatne zawsze jest lepsze) zapisują dziecko do przedszkola prywatnego czy klubu malucha, bardzo uważnie wybierają. I nie chodzi tu tylko o to, by dziecko w placówce, która nie zawsze jest nadzorowana przez kuratorium, było bezpieczne. W myśl zasady - płace to wymagam, starają się wybrać takie, które oferują najciekawsze zajęcia.

Jakie? Przeważnie jest to angielski, francuski, basen, jazda konna, balet, warsztaty gotowania, kurs dobrych manier, karate skrzypce, fortepian czy flet. Są też takie, które oferują trening pamięci, efektywności i kreatywności. W tym roku szczególnie modne są te, które oferują naukę języka chińskiego.

Po co to wszystko? Rodzice nie chcą, by dziecko “marnowało” czas tylko na zabawę. Są przekonani, że rozliczne zajęcia dodatkowe zapewnią mu lepszy start.

To jednak nieprawda. Małemu dziecku potrzebna jest przede wszystkim zabawa, bo właśnie wtedy, kiedy się bawi, uczy się najwięcej.

– Dzieci "beztrosko się bawiąc" wcale nie marnują czasu. One w tym czasie uczą się różnych umiejętności społecznych, rozwiązywania problemów. Poznają w ten sposób świat i wcale nie fundują sobie bezstresowego wychowania, tylko podejmują naprawdę trudne role w tych zabawach. Jeśli zlekceważymy rolę zabawy w życiu dziecka, to może się okazać, że w przyszłości zabraknie mu kreatywności i zaradności. Swobodna eksploracja i zabawa są źródłem nabywania umiejętności przez dzieci – tłumaczy Jarek Żyliński, psycholog wychowawczy. czytaj wiecej
Eksperci zwracają uwagę, że dla dzieci ważniejsze jest, by rodzice spędzali z nim więcej czasu, a mniej je “edukowali” - czyli tak naprawdę tresowali.
Trwa ładowanie komentarzy...