Za zdolni na szkołę. Rodzice wolą je uczyć w domu

Są rodzice, którzy wolą uczyć dziecko w domu, bo uważają, że zajmą się nim lepiej niż szkoła
Są rodzice, którzy wolą uczyć dziecko w domu, bo uważają, że zajmą się nim lepiej niż szkoła Fot. IowaPolitics.com /http://bit.ly/Zq7510 / CC BY-SA / http://bit.ly/1dsePQq
W Polsce przybywa rodziców, którzy zamiast szukać dla swoich dzieci najlepszej szkoły, wolą uczyć je sami w domu. Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że w tym roku liczba dzieci uczących się w domu podwoiła się.

Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że ubiegłym roku w takim trybie uczyło się 314 osób. W tym roku szkolnym - 643 osoby.

Wszystko dla talentu
Rodzice często tłumaczą, że decydują się sami uczyć dzieci, bo chcą je wychowywać zgodnie ze swoim światopoglądem. Ale przybywa też tych, którzy twierdzą, że ich dziecko ma wybitne zdolności i talenty, które chcieliby rozwijać. A w szkole jest to trudne.
Joanna Dzieciątko
Stowarzyszenie Edukacja w Rodzinie

Edukacja domowa świetnie sprawdza się w przypadku dzieci zdolnych, bo dzięki indywidualnemu podejściu, można rozwijać jego talenty.


Przyznaje, że są rodziny, które zdecydowały się uczyć dziecko w domu właśnie z tego powodu.

Tak było z Janem Witeckim z warszawskiego Ursynowa, dziś licealistą, który od piątek klasy podstawówki uczy się w domu. –Okazało się, że Janek jest wybitnie uzdolniony matematycznie. A szkoła, do której chodził, nie miała pomysłu, jak jego talent rozwijać i wspierać – opowiada jego matka, Marta Witecka.

Szkoła bezradności
Chociaż MEN chwali się, że ma opracowane specjalne programy wspierania dzieci wybitnie uzdolnionych i wydaje na nie co roku 600 mln zł plus dodatkowe 22,1 mln na olimpijczyków, to nie oznacza to, że dziecko, które jest zdolne dostanie z tego cokolwiek. Pedagodzy od dawna apelują, że takie dziecko wymaga indywidualnego podejścia nauczyciela i specjalnie dobranego programu już na etapie codziennych zajęć w szkole.


Tak jednak się nie dzieje, bo nauczyciele często nie mają pomysłu albo chęci na wspieranie takich dzieci.

Marta Witacka opowiada, że zanim jednak zaczęła organizować dla syna zajęcia w domu, szukała pomocy w szkole. – W poradni pedagogiczno – psychologicznej zaproponowano nam, by dziecko przeskoczyło jedną klasę, ale bałam się, że nie poradzi sobie z innych przedmiotów. W szkole zaoferowano mu kółko matematyczne, ale prowadzący je nauczyciel kazał dzieciom rozwiązywać z wyprzedzeniem zadania z podręcznika, a sam w tym czasie czytał gazetę. Nie o to nam chodziło – opowiada.

Nie mogąc znaleźć dla niego pomocy, zdecydowali się na naukę w domu. – W matematyce pomaga mu moja koleżanka, która wykłada na SGGW, a matematyka jest jej pasją. Ja nie jestem już na poziomie mojego syna, chociaż on dopiero jest w trzeciej klasie gimnazjum – opowiada Marta Witacka.

Zdaniem Joanny Dzieciątko nauczyciel w tradycyjnej szkole nie ma czasu pochylić się nad takim dzieckiem, bo przeładowane klasy nie dają mu takiej możliwości. Musi się natomiast skupiać na tym, by pozostali uczniowie nie mieli braków.

Mają świetne wyniki
Edukacja w domu, dzięki temu, że rodzic na bieżąco może kontrolować postępy w nauce swojego dziecka i dostosowywać zajęcia do jego aktualnych potrzeb.

Amerykański instytut NHERI (National Home Education Research Institute) sprawdził wiedzę i umiejętności dzieci od wieku przedszkolnego do 17 lat za pomocą specjalnie przygotowanych testów. Okazało się, że uczniowie szkół państwowych uzyskali ok. 50 proc. punktów możliwych do zdobycia, szkół prywatnych ok. 65 - 75 proc, a dzieci uczone w domu 75-85proc.

Jak jest w Polsce – nie wiadomo. Każde dziecko, które uczy się w domu, musi zdać przynajmniej raz w roku egzamin sprawdzający. Centralna Komisja Egzaminacyjna w swoim systemie nie potrafi wyodrębnić wyników egzaminów dzieci uczących się w domu.

- Ja jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś nie zdał. Bywają takie, które mają poprawkę, ale to pojedyncze przypadki - opowiada Joanna Dzieciątko.

Gdyby dziecko nie zaliczyło egzaminu, cofnięto by mu zgodę na naukę w domu w przyszłym roku.

Homeschooling nie bez wad
Ale edukacja w domu ma też dwie poważne wady. Pierwsza jest taka, że dziecko ma ograniczony kontakt z rówieśnikami. Psychologowie przyznają, że chociaż rodzice starają się im zapewnić kontakt z nimi na zajęciach pozalekcyjnych, to popołudniami spotykają się ze ściśle wyselekcjonowaną przez dorosłych grupą.

Tymczasem w szkole, zwłaszcza tej powszechnej, ma szanse spotkać innych – takich jak co dzień widać na ulicy. Dzięki temu, że uczeń w szkole pozna mechanizmy rządzące tak zróżnicowaną grupą, będzie im łatwiej funkcjonować np. w przyszłości w pracy.

Druga wada tego rozwiązania jest taka, że jeden z rodziców na stałe musi być w domu i doglądać dzieci. Ato oznacza, że ten drugi musi sam zarobić na utrzymanie rodziny.

Do nauki w domu potrzebna zgoda dyrektora

Jeśli rodzic chce, aby jego dziecko uczyło się w domu, przed rozpoczęciem roku szkolnego lub nawet w jego trakcie składa w tej sprawie wniosek do dyrektora szkoły. Do tego zezwolenia trzeba dołączyć opinię poradni psychologiczno – pedagogicznej, oświadczenie o zapewnieniu dziecku warunków do nauki oraz realizacji przez niego podstawy programowej. Musi także zobowiązać się do tego, by co roku dziecko przystępowało do egzaminów klasyfikujących. Na koniec roku dziecko dostaje świadectwo. Nie ma na nim oceny z zachowania.

Trwa ładowanie komentarzy...