Brak edukacji seksualnej sprzyja pedofilom

Więcej niż co dziesiąte dziecko w Polsce było wykorzystywane seksualnie
Więcej niż co dziesiąte dziecko w Polsce było wykorzystywane seksualnie Fot. ambrozinio / Shutterstock
Edukacja seksualna to nie tylko antykoncepcja czy mniejszości seksualne. Im dzieci mają większą wiedzę na temat seksualności, intymności i jej granic, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że padnie ofiarą pedofila. A jeśli już tak się się stanie, to będzie wiedziało, w jaki sposób i komu o tym opowiedzieć. I uchroni w ten sposób inne dzieci - tłumaczy Marta Skierkowska, ekspertka Fundacji Dzieci Niczyje.

W ostatnich dniach w Sejmie pod hasłem „Stop pedofilii” odbywała się dyskusja na temat edukacji seksualnej. Autorzy głosowanego w Sejmie obywatelskiego projektu ustawy próbowali postawić na jednym szeregu edukatorów seksualnych i pedofilii. Czy w Pani rozumieniu, te dwa pojęcia mają ze sobą coś wspólnego?

Marta Skierkowska, Fundacja Dzieci Niczyje:
To absurdalne porównanie. Edukacja seksualna zajmuje się przekazywaniem wiedzy na temat seksualności człowieka, która jest czymś naturalnym. Pedofilia natomiast to zaburzenie i chyba nikt nie powinien mieć co do tego wątpliwości.

Mnie jednak się wydaje, że te dwa słowa mają coś ze sobą wspólnego. Im mniej edukacji seksualnej, tym większe pole do popisu dla pedofilów.

To na pewno. Edukacja seksualna to też działania profilaktyczne, które utrudniają działania sprawcom. Trudniej jest wykorzystać dziecko, które jest edukowane seksualnie, wie, czym jest ciało, miejsca intymne i zna granice, których innym przekroczyć nie wolno. Potrafi też zareagować, gdy ktoś chce naruszyć jego sferę intymną. Edukacja seksualna daje dzieciom też wiedzą o tym, do kogo się zwrócić, jeśli taka sytuacja ma miejsce.

Wydaje się oczywiste, że dziecko z takim problemem powinno zwrócić się do rodziców.

To nie takie proste. W większości przypadków w których dochodzi do wykorzystania seksualnego dziecka, sprawcą jest osoba, którą dziecko doskonale zna. Nierzadko jest to rodzic. Trudno oczekiwać, że zawsze dziecko uzyska pomoc w rodzinie. Jeśli to w niej dochodzi do przemocy, raczej nie ma co liczyć, że ktoś w niej wyciągnie do ofiary rękę. W domach dzieci też nie są uczone mówienia o seksualności, dlatego jeśli ktoś je krzywdzi, nie potrafią powiedzieć o tym, co im zrobiono. Po prostu dziecku brakuje słów, myślą, że to coś wstydliwego. Dlatego ważne jest, żeby sprawę edukacji seksualnej nie oddawać wyłącznie w ręce rodziców.

Jak wiele dzieci w Polsce doświadczyło przemocy seksualnej ze strony dorosłych?



Badania Fundacji Dzieci Niczyje pokazują, że według deklaracji ok. 12 proc. doświadczyło różnych form wykorzystywania.

Czy jest taki moment, w którym należy zacząć z dzieckiem rozmowy o seksualności człowieka?

Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Największe ryzyko wykorzystania dotyczy dzieci w wieku 8-12 lat To jednak nie oznacza, że w przypadku młodszych czy starszych zagrożenia nie ma. Dziecko przestaje być dla pedofila atrakcyjne w momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej. Sa też sprawcy, którzy gustują np. w niemowlętach. Dlatego moim zdaniem z dzieckiem o seksualności powinno się rozmawiać od samego początku. Oczywiście poziom tych rozmów powinien być adekwatny do jego wieku i stopnia rozwoju.


Ale o czym na przykład rozmawiać z takim dwu- czy trzylatkiem?


Wiadomo, że w przypadku bardzo małych dzieci nie są to rozbudowane, szerokie rozmowy. W takim wieku raczej trzeba uczyć dziecko szacunku do własnego ciała. Rodzice często zwracają uwagę dziecku, że „pupa jest be”.Moim zdaniem w tych sprawach trzeba być bardziej uważnym, nie komunikować, że ze sferami intymnymi coś jest nie tak. Tak, by dziecko nie miało poczucia, że jakaś część ciała jest gorsza od innej. Dzieci są dumne ze swojego ciała i dopilnujmy, żeby dumne były zawsze.Oczywiście wszystko to powinno być w formie i zakresie dostosowanym do możliwości dziecka.

Rozmawiałam niedawno z mamą, która zdecydowała się uczyć swoje dziecko w domu. Jednym z powodów podjęcia takiej decyzji było to, że nie chciała, aby o seksie dowiedziało się od kolegów. Uznała, że sama zrobi to lepiej i w takim momencie, w którym uzna to za stosowne. Miała rację?

To także za granicą ważny powód decydowania się rodziców na homeschooling. Ale myślenie, że jeśli nie powiem sama dziecku o seksie, to nie będzie ono nic na ten temat wiedzieć, jest moim zdaniem naiwnością. Seksualność dzieci istnieje i rodzice nie mogą jej przecież usunąć. Jeśli dziecko nie będzie edukowane seksualnie przez szkołę ani w domu, to te informacje znajdzie na własną rękę w internecie. Nie wydaje mi się, żeby strony z filmami pornograficznymi, fora dyskusyjne i seks czaty były tu dobrym źródłem.

A niestety, dziś wiele nastolatek przyznaje, że ich wiedza o tej sferze życia pochodzi właśnie z internetu. Czy takie dziewczyny i tacy chłopcy są bardziej narażeni na przemoc seksualną i szybciej godzą się na to, że w łóżku są przedmiotem a nie podmiotem. Dziewczęta opowiadają, że mają poczucie, że powinny zachowywać się jak gwiazdy filmów porno. A seks musi sprawiać im przyjemność.

Nie znam badań, które by to potwierdzały. Wiemy natomiast, że takie osoby mają nierealistyczne wyobrażenia na temat seksu, są zagubione i często zaniepokojone własna seksualnością.

Podczas debaty w Sejmie poruszano także to, że lekcje edukacji seksualnej to raj dla nauczycieli – pedofilów. I przytaczano przykłady grupowych masturbacji na lekcjach. Czy te zajęcia mogą tak wyglądać?

Nie maja prawa tak wyglądać. Mogło się gdzieś na świecie zdarzyć, że takie lekcje byłyby prowadzone przez nieodpowiednią osobę, ale to margines. Taki sam jak wariaci, mordercy czy złodzieje. Nie wszyscy ludzie robią złe rzeczy i nie można kierować się stereotypami. Oczywiście osobę do nauki wychowania seksualnego powinno się wybierać ostrożnie i z uwagą. A jeśli ktoś złamie prawo i rzeczywiście seksualizuje dzieci, powinny nim zająć się odpowiednie organy ścigania.I bylibyśmy pierwszymi, którzy by o to wnioskowali.
Trwa ładowanie komentarzy...