"Szantaż na dziecko" to cios poniżej pasa? Prof. Mikołejko: Wynieśliśmy matkę z dzieckiem na piedestał

"Szantaż na dziecko" to cios poniżej pasa? Prof. Mikołejko: Wynieśliśmy matkę z dzieckiem na piedestał
"Szantaż na dziecko" to cios poniżej pasa? Prof. Mikołejko: Wynieśliśmy matkę z dzieckiem na piedestał Fot. Shutterstock.com
Kto byłby w stanie odmówić matce z dzieckiem? Tylko ktoś pozbawiony serca i empatii. Być może to właśnie dlatego dzieci stają się nie tylko przedmiotem wielu dyskusji, ale i emocjonalnym argumentem. Tak było w przypadku ostatnich akcji o wymownych nazwach: "Dzieci gorszego roku", "Matki pierwszego kwartału", "Ratuj maluchy". Czy szantaż dzieckiem to na pewno właściwa droga do osiągania swoich celów? – To zwykła bezczelność i nic więcej – uważa prof. Zbigniew Mikołejko.

Matki pierwszego kwartału dopięły swego. Dzięki swojemu uporowi i medialnemu nagłośnieniu akcji udało im się przekonać premiera Donalda Tuska do tego, aby i one otrzymały roczny urlop macierzyński. I choć szef rządu długo zapowiadał, że nie zmieni swojej decyzji, ostatecznie udało mu się znaleźć wystarczającą kwotę, aby objąć zmianami cały rocznik. To wystarczyło, by z prasy biły tytuły: "Premier się ugiął przed matkami", czy też "Matki pierwszego kwartału poznały dobroć premiera". Dlaczego mimo tak stanowczych zapewnień szef rządu ostatecznie dał za wygraną?



– Istnieje coś takiego, jak szantaż dzieckiem – mówi Tomasz Duda, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Ze wszystkich badań wynika, że na dzieci reagujemy zupełnie inaczej. Same rysy twarzy dziecka sprawiają, że stajemy się bardziej łagodni, następuje spadek agresji – mówi ekspert.

Przekonywanie premiera trwało cztery miesiące. To i tak długo, biorąc pod uwagę, że to właśnie matki oczekiwały korzystnych dla siebie zmian. Dla wizerunku polityka nie byłoby chyba nic gorszego od obrazu kobiet z dzieckiem na ręku, którym odmawia się możliwości spędzenia czasu ze swoją pociechą.

– Wynieśliśmy matkę z dzieckiem na piedestał – uważa prof. Zbigniew Mikołejko, który nie szczędzi im gorzkich słów. – Wszystkie formy bezczelności z ich strony zostały uznane za coś normalnego, a to zwykła bezczelność i nic więcej. Macierzyństwo w Polsce ma spełniać kobietę i zwalnia ją z obowiązków zawodowych. To ulega wykoślawieniu w masowym odbiorze i prowadzi do zaostrzenia się postaw roszczeniowych – dodaje Mikołejko.

Zdaniem profesora, w naszych głowach jest już zakodowane to, że matka z dzieckiem jest niemalże nietykalna. – Dziecko może się wysikać gdzie zechce, bo to dziecko. Może zniszczyć kwiaty, bo to dziecko. Może też wrzeszczeć na podwórku, z resztą razem ze swoją matką. Wszystkich innych byśmy zganili, a ich nie – uważa Zbigniew Mikołejko.

Matki czwartego kwartału
Dziś okazuje się, że w kolejce po przywileje ustawiają się kolejne matki. Tym razem są to matki czwartego kwartału, a więc z końca 2012 roku. Bo skoro premier przesunął granicę zmian do początku 2013 roku, to dlaczego nie mógłbym przesunąć jej jeszcze bardziej? "Moje dziecko jest dzieckiem gorszego roku!" – takie hasła pojawiają się już w internecie.
Jedna z "matek gorszego roku"
Wpis na Facebooku

Moje dziecko jest DZIECKIEM GORSZEGO ROKU!!! To prawda jest gorsze od swoich kokegów i koleżanek urodzonych 5 miesięcy później. Nie spędzi całego roku z mamą, która otrzyma 80% pensji i nie będzie martwiła się o domowe finanse. NIE!!! Na dzień dobry dostało gorszy start w życie i nie ukrywam, że mi jako matce jest przykro, żałuję (bo chciałabym dla niego jak najlepiej), że nie dostało od naszego kochanego państwa tego samego, co jego "rówieśnicy". Prawda, zazdroszczę rocznego urlopu moim koleżankom. Nie mniej jednak temat matek I, IV czy III kwartału doprowadza mnie do szału. Już poróżnił dzieci, a teraz poróżnia rodziców.


Okazuje się jednak, że skrzywdzone przez premiera matki pierwszego kwartału nie są dziś tak niewinne, jak jeszcze przed dwoma tygodniami. Skoro wywalczyły swoje, nie będą wspierać kolejnych matek, które także chcą zostać objęte zmianami. – Dlaczego mamy IV kwartału odezwały się dopiero teraz, kiedy my odniosłyśmy sukces? Trudno mówić o naszym poparciu – mówiła Aneta Siejka z ruchu Matek I kwartału w rozmowie z dziennikiem "Metro". Te, przyznają zaś, że nie wierzyły w powodzenie swoich odpowiedniczek z pierwszego kwartału. Nauczone jednak ich sukcesem również udały się pod kancelarię premiera i złożyły petycję w swojej sprawie. Czy efekt będzie ten sam?

– Z psychologicznego punktu widzenia dziecko będzie argumentem w sporze i pozwoli wymusić więcej – uważa psycholog Tomasz Duda. – Dziecko to bardzo mocne uderzenie w dyskusji. Ma to podstawy w naszej kulturze, gdzie choćby w przypadku ewakuacji najpierw idą kobiety i dzieci. Szczególnie dzieci – mówi Duda.

Szantaż na dziecko
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że każda zmiana w przepisach musi mieć moment wejścia w życie i zawsze znajdą się osoby, które nie zostaną przez nią objęte. Publicysta Jacek Żakowski rozumie matki, które chcą walczyć o dłuższe urlopy. Przyznaje jednak, że "szantaż dzieckiem" w egzekwowaniu swoich roszczeń istnieje i odnosi skutki.

– Trzeba się zastanowić, dlaczego szantaż dzieckiem jest skuteczny. Powodem jest nasza ewolucyjna wrażliwość, której nie powinno się kwestionować. To pokazuje, jak ważne jest inwestowanie w dzieci. To mądrość przyrody, od której ludzie wielokrotnie próbowali się oderwać w historii i na dobre to nikomu nie wychodziło – mówi Jacek Żakowski.

Profesor Zbigniew Mikołejko twierdzi, że zjawisko szantażu dzieckiem nie tylko istnieje, ale też obserwujemy je każdego dnia. – Choćby w takich sytuacjach jak kolejki w sklepie lub zajmowanie miejsca w przestrzeni publicznej na osiedlach. Place zabaw są zagrabiane przez matki, którym wydaje się, że jak są z dzieckiem to im wszystko wolno. Gdyby przysłowiowy "menel" zachowywał się tak jak one, interweniowałaby straż miejska. Ale ponieważ jest to matka z dzieckiem, do takiej interwencji nie dojdzie. To prowadzi do relatywizmu moralnego i prawnego – mówi ostro filozof religii, eseista i pedagog.

Ratuj maluchy!
Aby udowodnić słuszność swoich racji, wystarczy przyjąć, że występuje się w interesie dobra dzieci. Wówczas nikt nie ma prawa reprezentować innego punktu widzenia w danej sprawie, bo przecież nie będzie występował przeciwko tym, którzy chcą bronić dzieci. Taką też strategię działania przyjęli organizatorzy akcji "Ratuj maluchy", którzy stoją na stanowisku, że sześciolatki są za małe, aby iść do szkoły.

Jak stwierdził Tomasz Lis w swoim felietonie, maluchy trzeba ratować, ale przed ich rodzicami. Ci bowiem próbują wmówić opinii publicznej, że grozi im jakaś niebywała wręcz tragedia. Rodzice, wśród których znalazło się wielu celebrytów, chcą pokazać się jako rodzice lepsi, którzy bardziej dbają o swoje dzieci. Jeśli ktoś bowiem nie chce "ratować maluchów", to musi być z zasady złym rodzicem.

Kato-familiarna rola kobiety
W polskim społeczeństwie możemy zaobserwować pewnego rodzaju "uświęcanie macierzyństwa". – W kulturze polskiej macierzyństwo postrzegane jest przez tradycję kato-familiarną, a z drugiej strony przez pewne nurty pop-feminizmu. To paradoksalne, ale nurt ten sprowadza rolę kobiety do rodzenia dzieci i opieki nad nim. Ma to być równoważnik wszelkich obowiązków wobec społeczeństwa – twierdzi Zbigniew Mikołejko.

Takie postrzeganie roli kobiety w społeczeństwie sprawia, że wszelka krytyka matki z dzieckiem jest niedopuszczana. – Gdy w grę wchodzą dzieci, to znacznie trudniej się negocjuje. Ludzie mają wrażenie, że robią krzywdę dziecku, a w naszej kulturze nie ma nic gorszego. Przyjmuje się, że dla dziecka powinno być wszystko co najlepsze i każdy rodzic ma takie poczucie. Gdy dziecko pojawia się w negocjacjach, ci po drugiej stronie też często są rodzicami. Zastanawiają się, czy i oni nie zachowywaliby się w podobny sposób. To trudna psychologiczna sytuacja – kwituje psycholog Tomasz Duda.

Czytaj także: Izabella Łukomska-Pyżalska: Nie widzę w macierzyństwie nic heroicznego. Nie róbmy z siebie męczennic!
Trwa ładowanie komentarzy...