Nie marudzić, karmić. Boli? Ma boleć! – słyszą młode matki w polskich szpitalach

Nie marudzić, karmić. Boli? Ma boleć! – słyszą młode matki w polskich szpitalach
Nie marudzić, karmić. Boli? Ma boleć! – słyszą młode matki w polskich szpitalach Nie marudzić, karmić. Boli? Ma boleć! – słyszą młode matki w polskich szpitalach
Matka Polka ma zadanie: karmić dziecko własną piersią. Jeśli nie karmi, dostaje łatki: niedobra matka. Samolubna. Wybrakowana, bo pokarmu nie ma. Jeśli karmić nie umie, słyszy od położnej, która łapie ją za sutek: Mama, nie marudź, taki cycek ładny, to karm. Polskie matki mówią, że mają dość laktacyjnego terroru. Eksperci mówią: nie zmuszać, tylko edukować.

– Kupowałam mleko, była promocja. Przy kasie okazało się, że nie na mleko początkowe, gdyż mamy w Polsce ustawę zabraniającą promocji i reklamy mleka pierwszego, bo... ma to zmotywować kobiety do karmienia. Umarłam ze śmiechu przy kasie... – mówi Magda Żandarowska, jedna z członkiń grupy Fancy Mommy na Facebooku. Kiedy okazało się, że w sieci Rossman promocją na produkty nie jest objęte mleko dla noworodków, w sieci zawrzało. Unijne dyrektywy stanowią, że zabronione są działania promocyjne "pobudzające bezpośrednio sprzedaż mleka początkowego w handlu detalicznym, takie jak specjalne wystawy, kupony rabatowe, premie, specjalne wyprzedaże”.



Zakaz zwiększy bliskość matki i dziecka
Artykułów, przepisów i dyrektyw regulujących kwestię karmienia noworodków i niemowląt jest mnóstwo. Jest i "Międzynarodowy Kodeks Marketingu produktów zastępujących mleko kobiece", "Dyrektywa Unijna z 14 maja 1991 roku w sprawie preparatów dla niemowląt i preparatów pochodnych", i osobne ustawy obowiązujące w poszczególnych krajach. W UE już w 1993 roku ruszyła kampania, mająca zachęcać młode matki do karmienia piersią.

W Polsce badaniami nad karmieniem piersią zajmuje się dr Urszula Bernatowicz-Łojko, która koordynowała badania, jakim objęto całą populację dzieci do końca 2 roku życia z województwa kujawsko-pomorskiego w ramach regionalnego Programu Promocji Karmienia Piersią i Pokarmem Kobiecym Dzieci.

dr Urszula Bernatowicz-Łojko

Jak ustaliliśmy, praktycznie prawie wszystkie kobiety zaraz po urodzeniu zaczynały karmić piersią, jednak w sytuacji pojawiających się najmniejszych problemów z laktacją, jeszcze w czasie pobytu w szpitalu, kobiety te łatwo uzyskiwały dostęp do sztucznego mleka. Mimo to, prawie 99 proc. matek opuszczając szpital karmiło jeszcze dziecko swoim mlekiem. Jednak już po 2-3 miesiącach zaobserwowaliśmy, że zdecydowany odsetek kobiet zaczyna podawać dziecku sztuczny pokarm. W 3. miesiącu wyłącznie przy piersi pozostaje tylko 32 proc., a do końca szóstego - zaledwie 14 proc. dzieci


Nie tylko Unia chce, żeby więcej kobiet karmiło piersią – podobna kampania ruszyła także w RPA (gdzie zaledwie 8 proc. matek karmi w ten sposób) oraz Wenezueli, gdzie w ubiegłym roku głosowano ustawę, w myśl której karmienie niemowląt produktami zastępującymi mleko matki miało zostać zakazane. – Chcemy zwiększyć miłość między między matką a dzieckiem, która jest zagrożona przez te wszystkie firmy sprzedające sztuczne mleko – mówiła wówczas Odalis Monzon z Partii Socjalistycznej. Jeśli zakaz zostałby przegłosowany, jakie kary wymierzane byłyby matkom, które jednak nie karmią piersią, bo nie mogą lub nie chcą? Chłosta? Kamienowanie? Odbieranie dzieci?

Zrozum i szanuj
Zachęcanie młodych matek, żeby karmiły piersią, ma sens. Edukowanie – ma sens. To, co sensu nie ma, to próba prawnego usankcjonowania jednej z najbardziej intymnych sfer życia. Część położnych uważa, że jeśli kobieta chce karmić dziecko, to nie da się łatwo zbyć. Jeśli nie chce – nie ma sensu jej namawiać. – Nie może być przymusu. To, że mleko matki jest najlepsze, podkreśla się w każdej reklamie produktu zastępczego – tu nie ma o czym dyskutować. Znam jednak wiele kobiet, które od progu mówią, że karmić nie chcą, bo źle się czują, bo ich ciało odmawia – rozumiem to i szanuję, nie namawiam. Jestem przyjazna karmieniu, jeśli to kobieta chce karmić – mówi Wanda Szotyńska, położna z wieloletnim doświadczeniem.

– Jeśli nie ma ochoty, jeśli tego nie czuje – to jej prawo – dodaje. Są kobiety, które nie karmią, bo nie chcą mieć obwisłych piersi. Są takie, które tego nie czują. Są i takie, które myśl o karmieniu piersią napawa obrzydzeniem. I wszystkie te odczucia są w porządku, wbrew woli unijnych (i nie tylko) prawodawców.

I bez aktów prawnych matki, które nie karmią swoich dzieci piersią, są często narażone na krytykę i wytykanie palcami. Co z ciebie za matka, że dziecka nie karmisz – słyszą. Wyrodna, ja swoje karmię, a ta już musiała do pracy wrócić. Nie chcesz dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze? Nie wiesz, że mleko matki jest najlepsze dla dziecka?

– Gdy urodziłam i postanowiłam, że nie chcę karmić piersią, to mina położnej była bezcenna... Już nie wspomnę o tym, jak patrzyły na mnie i wzdychały myśląc "jaka ze mnie wyrodna matka" – mówi jedna z matek z grupy Fancy Mommy.

Jasne, że mleko matki jest najlepsze. Zdrowe, naturalne, chroniące i niemowlaka, i jego mamę. Tego nikt nie kwestionuje, a badania potwierdzające dobrodziejstwa płynące z karmienia dziecka piersią można łatwo znaleźć.– Mleko matki jest najlepsze, jest swoistym pokarmem. Nie ma lepszego pokarmu dla dziecka, choćby dlatego, że kobiece mleko jest wchłaniane bezpośrednio, a inne rodzaje mleka są trawione. Trzeba jednak przyznać, że obecnie mleka zastępujące pokarm matki są o wiele, wiele lepsze niż 30 lat temu – mówi Wanda Szotyńska.

Laktacyjny terror kontra dyktatura butelki
Problem nie w tym, że polskie kobiety są wyrodnymi, leniwymi i skupionymi na sobie matkami, ale w jakości edukacji i opieki, którą zapewniają – a raczej: której nie zapewniają im – szpitale. Miejsca, w których często zmusza się je do karmienia piersią, dając do zrozumienia, że jeśli nie karmią piersią, to dobrych matek z nich nie będzie. Bo – uwaga – kobieta sama z siebie nie wie, jak karmić dziecko. – Karmienie piersią jest bardzo trudne – mówi Wanda Szotyńska. Trzeba się tego nauczyć.

Przynajmniej na początku, kiedy młoda matka, często w szoku poporodowym i hormonalnej niszy, nie ma pojęcia, jak zajmować się dzieckiem. Może przeczytała w ciąży książkę, może poradziła jej coś matka, siostra czy koleżanka, ale skąd ma wiedzieć? Problem w tym, że młodą matką nikt się w szpitalu nie zajmuje, tylko straszy ją, że jeśli nie będzie karmiła, to nie będzie miała z dzieckiem więzi, nie będzie się ono prawidłowo rozwijać, a ona najpewniej dostanie tytuł najgorszej matki roku. Laktacyjny terror trwa w najlepsze, uważa wiele matek. Lekarze zaś mówią, że jest przeciwnie: "(...) pracując przeszło 20 lat z pacjentami nie zaobserwowaliśmy terroru laktacyjnego, wręcz przeciwnie, raczej wszechobecną kulturę butelki" – napisała w odpowiedzi na prośbę o komentarz dr n. med. Magdalena Nehring - Gugulska z Centrum Nauki o Laktacji.

Olga Frączak-Faure, prezes fundacji Mleko Mamy, tak wyjaśnia sytuację: – Opinie są różne, nie sądzę jednak, żeby zachęcanie mam do karmienia piersią było terrorem, bo faktem jest, że to dobre i dla dziecka, i dla matki. Kobiet nie można zmuszać do karmienia piersią, chodzi o to, żeby w szpitalu je do tego zachęcać.

A jednak kobiety czują się zaszczute, na co dzień walcząc z poczuciem winy w sytuacji, kiedy nie mogą albo nie chcą karmić.
Patrycja Dołowy
Fundacja Mama

Dzięki tym przepisom matki mają prawo do karmienia piersią, ale odbiera się im pełną wolność wyboru do niekarmienia. Oczywiście, że karmienie piersią jest zdrowe i ważne. Ale nie każda matka może karmić piersią i nie każda musi. A tymczasem zaraz po porodzie jest najczęściej zmuszana przez personel medyczny do przystawiania niemowlęcia.


Najbardziej krzywdzące jest to w stosunku do tych matek, które wyboru nie miały i nie mogły karmić piersią. – W tym przypadku nie bałabym się użyć sformułowania "terror laktacyjny". Bo w słowie terror jest i presja, i zastraszanie, a to dokładnie ma miejsce. Matki karmiące butelką są na każdym kroku narażone na wyrzuty sumienia i lęk, że ich dzieci nie będą się rozwijać prawidłowo. To krzywdzące i nieprawdziwe – dodaje Dołowy.

Ma boleć? Nie!
I tu pojawia się problem. Nie ma polityki, która opiekowałaby się młodymi matkami w kluczowym momencie ciąży, porodu i połogu. Nie ma edukacji. Tylko w niektórych szpitalach są konsultanci laktacyjni, których praca i porady, niezbędne dla młodej matki, byłyby refundowane. Kiedy kobiety skarżą się, że karmienie zwyczajnie boli, słyszą od zabieganych położnych: "Ma boleć". – Położna ma tysiąc różnych zadań, jednym z nich jest nauka laktacji. Albo jej się chce, albo jej się nie chce, a szpitalom nie opłaca się zatrudnianie konsultantów laktacyjnych – mówi Frączak–Faure.

Problem tkwi więc w systemie, który kobietę już po porodzie wyrzuca, zamiast otoczyć szczególną opieką. – W innych krajach sytuacja jest lepsza. Kobieta słyszy, że to ona jest ważna i ma ludzi, którzy w bardzo trudnym momencie się nią opiekują – dodaje prezes fundacji Mleko Mamy.

O takich ludzi trudno. Personel w szpitalach jest przeszkolony i zna się na robocie, ale położne przyznają, że to, co kuleje, to przygotowanie w zakresie psychoprofilaktyki okołoporodowej. – To prawda, że jakość opieki, którą otaczana jest kobieta po porodzie – zwłaszcza młoda, która po raz pierwszy zostaje matką – pozostawia wiele do życzenia. Kobiety często się skarżą, że owszem, na sali porodowej podano im dziecko i przystawiono do piersi, później jednak są zostawione sama sobie – mówi położna Wanda Szotyńska.

– Położne mają dużo do zrobienia. Kobieta często słyszy tylko zdawkowe: karmić, karmić, karmić. Nic dziwnego, że w wielu przypadkach to zniechęca, kiedy kobieta słyszy obcesowy głos położnej: Phi, pani mleka nie ma, nic z tego karmienia nie będzie – tłumaczy.

Deklaracja: nie będę mleczarnią. Reakcja: ostracyzm
– Po porodzie spędziłam w szpitalu 10 dni. Dziewiątego przyszła położna, niby na naukę laktacji, i zapytałam mnie, jak tam mi idzie. A szło źle – mówi Małgosia, którego swojego syna karmiła przez 10 miesięcy. W czasie porodu najpierw usłyszała od anestezjologa, że wolałby nie dawać jej znieczulenia, bo pan doktor "lubi patrzeć, jak kobiety krzyczą", a później dostała zakaz używania smoczka.

– Pod żadnym pozorem nie można zrobić nic, co mogłoby odzwyczaić dziecko od cycka. Na mojej sali były trzy kobiety, wszystkie musiałyśmy karmić piersią. Nawet jeśli któraś nie chciała, to nie miała odwagi tego powiedzieć. Znam tylko jedną kobietę, która powiedziała, że nie będzie mleczarnią, i z własnego wyboru nie karmiła dziecka – dodaje trzy lata po porodzie.

Podobne doświadczenia są udziałem tysięcy kobiet.
Karolina Rochmińska-Kostaniak

Panuje przymus od momentu urodzenia dziecka. Miałam cesarskie cięcie, od samego początku nie miałam jakiejś wielkiej potrzeby karmić małej piersią, byłam nastawiona na karmienie mieszane. W szpitalu nie mogłam sobie poradzić z przystawieniem do piersi, poszłam na oddział noworodkowy, powiedziałam, z czym mam problem, pielęgniarka wyjęła mi pierś, ścisnęła za brodawkę i usłyszałam: "Mama, taki cycek, idealny do karmienia, nie marudzić, karmić". Mój cycek został obiektem. Dalej mi nie szło, poprosiłam o dokarmienie małej butelką, to usłyszałam, że dziecko chcę zabić.



Później zaczęła słyszeć argumenty, że jak nie będzie karmić, to nie będzie miała więzi z dzieckiem, zwłaszcza od innych mam, które karmiły piersią. – Córka ma ponad 2 lata, więź mamy całkiem przyzwoitą i trzeciego oka na czole od MM (mleko modyfikowane) też nie ma – dodaje Rochmińska-Kostaniak.

Matka wyrodna
Tym, jak Polka karmi swoje dziecko, interesuje się nie tylko państwo i firmy produkujące produkty dla dzieci, ale też inne Polki. Podział jest prosty – te, które rodziły naturalnie i karmią piersią, to "dobre matki". Matki Polki na schwał. Te, które miały cesarkę i nie karmią piersią, to matki złe. Wyrodne. O dziecko swe nie dbające. Karolina Kukułka, mama dziesięciomiesięcznej Marysi, którą wciąż karmi piersią, mówi, że naciski między matkami rozkładają się różnie.

– Inne mamy, które karmiły MM mówiły mi, żebym przestała karmić piersią. Sądzę, że niektóre mówiły tak, aby w jakiś sposób siebie usprawiedliwić, że same nie karmią piersią. Takie odniosłam wrażenie – mówi o swoich odczuciach.

Patrycja Dołowy z fundacji Mama ocenia to tak: Marzy mi się ruch matek, które będą doceniały różnorodność postaw matek i ich nie negowały, tylko się nawzajem wspierały przez różnymi „terrorami” związanymi z ingerowaniem, bądź co bądź, w ich ciała!

Podstawową sprawą jest brak edukacji i informacji. – Problemem jest ciągle brak specjalistów i certyfikowanych doradców, położne środowiskowe to przeważnie emerytki, które nie mają pojęcia o laktacji. Źle doradzają, pojawiają się problemy i karmienie piersią się kończy. Położne kończą pomoc tekstem: macierzyństwo boli. A guzik prawda, karmienie nie boli, tylko trzeba odpowiednio dobrze przystawić maleństwo – mówi inna mama.

Jej koleżanka z grupy na FB dodaje: – Ja na szczęście nie miałam problemów, kiedy na początku miałam mało pokarmu, bez problemu dostałam butlę dla małej. Ale brakuje później fachowej pomocy, nie ma bezpłatnych porad. Nie znalazłam też żadnych warsztatów, miejsc gdzie można się dowiedzieć jak rozszerzać później dietę.

Dziecko chcesz zagłodzić?
Wszyscy za to zakładają, widząc matkę z małym dzieckiem, że na pewno karmi piersią. – Niedawno byłam z pięciomiesięcznym dzieckiem na szczepieniu. Dziecko płakało. Pielęgniarka: " No ciiii, zaraz mama da ci cycusia ". Ależ się wkurzyłam, bo oczywiście nikt mnie nie zapytał, czy karmię, biorąc to za pewnik. Straszne – mówi inna matka.

- Ja pod hasłem terror laktacyjny widzę rzecz taką oto: karm mamo piersią, co, nie umiesz? Dziecko chcesz zagłodzić, pokarmu nie masz? Co z ciebie za matka? Nagonka i znęcanie psychiczne i jednocześnie bardzo małe wsparcie, brak bezpłatnych porad laktacyjnych po wyjściu ze szpitala, w czasie pobytu udzielanie sprzecznych, wykluczających się informacji, znikoma wiedza na temat karmienia u położnych, prawie zerowa u pediatrów – dodaje inna kobieta, która pobytu w szpitalu i opieki położnych nie wspomina dobrze.

Kobiety, które nie wiedzą, że szpital, w którym rodzą, ma plakietkę z hasłem "Szpital przyjazny dziecku", mogą się zdziwić – to szpitale, w których nie będzie smoczków, karmienia butelką i zrozumienia dla matek, które karmić nie piersią nie chcą. Należy do nich między innym szpital św. Rodziny w Warszawie, w którym rodziła Maria. Ta, która miała krzyczeć dla anestezjologa.

Nie zawsze trauma
Są i kobiety, które związana z karmieniem trauma ominęła. Takie, które będąc w ciąży przygotowywały się do roli matki, które stać na szkoły rodzenia, opłacenie położnej, późniejsze warsztaty. I takie, które miały szczęście trafić na położne z powołania.

– Chciałabym opowiedzieć o moim doświadczeniu, ponieważ jest w 100 proc. pozytywne – mówi Małgosia Dębska-Wiśniewska. – Jestem mamą 10-miesięcznych bliźniaków, urodziłam przez cesarskie cięcie. To moje pierwsze dzieci, więc doświadczenia w karmieniu nie miałam. Wiedziałam tylko tyle, że chcę karmić, o ile tylko będę fizycznie w stanie – jeśli będzie pokarm i wola współpracy pomiędzy mną a dziećmi. Nastawiłam się psychicznie na ewentualną porażkę, bo znałam wiele przypadków, kiedy to kobiety chciały, a nie mogły karmić. Mnie udało się już w drugiej dobie – otrzymałam dużo pomocy w szpitalu od położnych, dzieci miałam przystawiane przez położne ze szczegółową instrukcja . Laktacja rozwinęła się pomyślnie i już po kilku dniach mogłam wykarmić obydwoje dzieci piersią, co kontynuowałam przez 7,5 miesiąca – opowiada o swoim doświadczeniu Małgosia. Dodaje, że popiera nacisk na promowanie karmienia piersią, bo jest to jedyny naturalny i najlepszy sposób na żywienie dziecka.

Podobnego zdania jest Natalia Boimska-Blum, mama Klary, obecnie w ciąży z drugim dzieckiem, która podkreśla, że z żadnymi naciskami nigdy się nie spotkała.

– Miałam jednak przyjemność poznać w szkole rodzenia bardzo rozsądną panią, która pokazała mi wiele korzyści płynących z karmienia piersią. I w tym przypadku możemy śmiało mówić o cudzie natury – nie da się mleka mamy podrobić, mleko kilkukrotnie zmienia swój skład dostosowując się do aktualnych potrzeb dziecka – temat jest naprawdę fascynujący. Decyzję o karmieniu podjęłam świadomie, wiedząc, że moja córka niczego lepszego nie dostanie. W szpitalu na Madalińskiego nikt nie wywierał nacisków – mówi, podkreślając jednocześnie, że według niej problem leży właśnie nie w stosowaniu wobec kobiet "laktacyjnego terroru", ale w braku informacji. – W szpitalu nikt mi nie pomógł przystawić dziecka do piersi, co skutkowało bardzo bolesnymi problemami i krwawieniem – dodaje.

Uwaga na reklamy
Natalia uważa jednak, że namawianie kobiet do karmienia piersią i ograniczenia reklam sztucznego pokarmu ma sens. Jej przekonanie jest poparte latami doświadczenia na stanowisku dyrektora zarządzającego agencji reklamowej. – Jeśli chodzi o samą reklamę produktów, o których mowa, to uważam za słuszny zakaz (w Polsce) reklamowania mleka od 0-6 miesięcy. Prawda jest taka, że jest kilku graczy na rynku, którzy mają nieograniczone budżety marketingowe i jeśli dać im wolną rękę, to z przyjemnością doprowadziliby do tego, żeby młode mamy kupowały mleko od samych narodzin dziecka. Dlatego, że są to pieniądze i to niemałe – mówi. To zresztą jeden z powodów, dla których wiele matek decyduje się na karmienie piersią – jest zwyczajnie taniej.

Kobieta, która zostaje mamą po raz pierwszy, niezależnie od wieku, chce dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze. Wystarczy wziąć pierwsze z brzegu czasopismo dla młodych mam, by zobaczyć, że koncerny wielkie i mniejsze, doskonale zdają sobie z tego sprawę.
Natalia Boimska-Blum

Młoda matka to osoba, która jest naprawdę bardzo podatna na wszelkie wpływy i stanowi bardzo łatwy cel. Dlatego myślę, że ustawa wcale nie jest ingerencją w sferę intymną takiej matki, tylko działaniem w jej dobrze pojętym interesie. Firmy zajmujące się produkcją mleka dla dzieci są zobligowane tym sposobem do poradnictwa i wsparcia matek. Mówią: pokarm matki jest najlepszy, jednak jeśli nie chcesz karmić lub nie możesz, to mamy oczywiście produkt, który zadowoli ciebie i twoje dziecko. To według mnie dużo lepsze niż: Nie wygłupiaj się matko – nie męcz się, przecież cycki ci obwisną – przerzuć się na sztuczne mleko i bądź wolna!


Hasło szkoły rodzenia, którą prowadzi Wanda Szotyńska, brzmi mniej więcej tak: Nie zrażaj się, tylko przystawiaj dziecko. Nauczy cię karmić. Może hasło wszystkich położnych powinno brzmieć: Nie zrażaj, nie strasz, tylko ucz. I zostaw matce decyzję. A przede wszystkim: nie strasz jej.
Trwa ładowanie komentarzy...