Dzień z życia pracującej mamy - architektki. Z wizytą w mamBIURO

Kasia Rokicka - Muller Fot. Zuzanna Pol
Pracujące matki są przez większość pracodawców traktowane jak gorszy gatunek. Sama tego doświadczyłam po powrocie z urlopu macierzyńskiego… Skoro potrzeba matką wynalazku, to matki stworzyły genialny wynalazek, dopasowany do swoich własnych potrzeb: Co-working i żłobek w biurze, gdzie razem tworzą projekty. Architektoniczne, wnętrzarskie i zagospodarowania terenów zielonych. Patrzę na to zazdrością. Zobaczcie sami dlaczego!

Kiedy w kwietniu opisałam mój dzień z Teodorem w biurze dla mam pracujących Co-MIX, odezwała się do mnie tego samego dnia Katarzyna Rokicka - Muller oznajmiając, że podobne do Co-MIXu mamBIURO działa już ponad rok.



Stworzyły je trzy architektki: Kasia Rokicka Muller, Małgorzata Borys i Ewa Potapow, później do zespołu dołączyły jeszcze dwie mamy- Renata Pieńkowska i Maria Małachowska i teraz działają wspólnie w grupie twórczej mamArchitekci. Ich siedziba też jest na Saskiej Kępie. Pani Kasia zaprosiła mnie do siebie, żebym zobaczyła, oceniła i ewentualnie opisała jak miks pracy i dzieci wygląda u nich.

Ale pomysł, choć podobny różni się nieco koncepcją. mamBIURO stworzył zespół pięciu kobiet - architektek, z myślą o swojej współpracy (dziewczyny pomagają sobie podczas tworzenia projektów) i potrzebach własnych dzieci. Stąd miejsc dla maluchów jest 6 i ani jednego więcej.

Nie przyjdziesz tu na godziny i kiedy ci się podoba, ale musisz wcześniej zadeklarować się na cały sezon. No i jak się domyślacie liczba miejsc jest mocno ograniczona. Choć od września dwa miejsca są wolne - dwóch absolwentów idzie do przedszkola.

Pani Katarzyna wytłumaczyła mi, że koncepcja przychodzenia z dzieckiem do obcego miejsca na godziny się im po prostu nie sprawdziła. Dzieci potrzebują stałych elementów dnia i harmonogramu. Nie lubią zmian. Dlatego dzieci przychodzą, jak to niektóre z nich już potrafią wyartykułować "do roboty".


Na pytanie skąd pomysł na stworzenie wspólnego biura wraz ze żłobkiem, Katarzyna Rokicka - Muller odpowiada:

- Mam czwarte dziecko. Wizja ośmiu godzin w pracy i dwóch godzin na dojazdy, czyli w sumie 10 godzin bez dziecka po prostu mi nie odpowiada. Zarówno ja jak i koleżanki nie chciałyśmy rezygnować z pracy zawodowej. Nawet sugerowałyśmy poprzednim pracodawcom, żeby stworzyli żłobek przy biurze. Pomysł chyba niespecjalnie przypadł im do gustu, więc same stworzyłyśmy żłobek na własne potrzeby. Zorganizowanie warunków w jakich teraz działamy było możliwe dzięki zdobyciu dotacji unijnych (I na biuro coworkingowe, II na pracownię)

Mamy architektki przychodzą do biura codziennie, od 9 do 15. Mają dyżury w kuchni. Co oznacza, że każdego dnia któraś z mam przynosi zupę i drugie danie dla wszystkich. I pracują razem nad projektami.Dziewczyny kiedyś wspólnie pracowały przy projekcie Dworca Głównego we Wrocławiu dziś specjalizują się w projektowaniu dla osób prywatnych oraz w projektach wnętrz dla klientów IKEA.

Ewa Potapow: - Robiłyśmy też place zabaw dla dzieci. Stworzyłyśmy maszynę do słuchania i maszynę do patrzenia. To takie kilkudniowe, w zasadzie weekendowe inicjatywy miejskie, które się bardzo spodobały zarówno dzieciom jak i ich rodzicom. Ja jestem architektem zieleni, więc lubię wszystko co jest związane z naturą, ale często współpracuję z dziewczynami nad ich projektami. Co-working tu naprawdę się sprawdza.

Gosia Borys: - Najbardziej bałyśmy się, że dzieci będą na nas wisieć i nie popracujemy za dużo. Ale dzieje się zupełnie przeciwnie. Dzieciom zdarza się przyjść, przytulić do swoich mam, a czasami nawet i do nie swoich (śmiech) i wracają do zabawy. Wiedzą, że my pracujemy przy komputerach co jest dla nich mało atrakcyjne. A tam za ścianą opiekunki organizują im zabawy, budowanie domów, malowanie, przebieranki. Pełne spektrum zabawy. Mój 3-letni Staś najdłużej oswajał się z opiekunkami, ale dziś jak nie idziemy "do roboty", jak nazywa nasze biuro, to się smuci.

Dzieci chodzą wraz z opiekunkami (dwiema) na spacery do pobliskiego ogródka i na plac zabaw. Dziś chłopcy i Asia (jedna dziewczynka) stanowią zgraną ekipę przyjaciół i jak się chwilę nie widzą, to za sobą tęsknią.

Ewa Potapow: - Kiedy rok temu w wakacje spotkaliśmy się przypadkiem nad morzem, a chłopcy nie widzieli się od kilku tygodni, rzucili się sobie w objęcia. To najlepsi kumple. Naprawdę tęsknią za sobą.

Katarzyna Rokicka-Muller: - Jesteśmy matkami, ale kochamy też swoją pracę. Dla architekta zrobić sobie rok do dwóch lat przerwy oznacza śmierć w zawodzie. Dlatego nie chciałyśmy rezygnować z pracy i łączyć ją z wychowaniem dzieci. Tu mamy je pod ręką, możemy w każdej chwili przytulić...

Gosia Borys: - Ale też staramy się tych 6 godzin pracy wykorzystać maksymalnie. Nawet jeśli któreś z dzieci płacze, bo ma gorszy dzień, prosimy opiekunki, żeby je uspokoiły. Gdybyśmy weszły do pokoju dzieci, trzeba by odłożyć pracę i później siedzieć po nocach. Co oczywiście też czasem się zdarza. Nie jest lekko i wszystkie to podkreślamy.

Wynajem biurka w MAMBiuro kosztuje 350 zł (po zniżce dla mam; normalny koszt to 500 zł, bo jest też kilka osób, które wynajmują tu biurko, choć nie przychodzą z dziećmi), a opieka nad dzieckiem 1200 złotych miesięcznie.

Katarzyna Rokicka-Muller: - Dla nas najważniejsze było, żeby nie było rozdzierających serce scen, jak matki zostawiają dziecko na pastwę żłobka i się żegnają z nim na wiele godzin. Tu mamy je pod ręką. I choć skupiamy się na pracy, która też jest dla nas ważna, wiemy, że w każdej sekundzie dziecko może podejść i się do nas przytulić.

I właśnie tego im zazdroszczę! Trzymam kciuki, żeby takich inicjatyw powstawało w Polsce, nie tylko w Warszawie coraz więcej. I żeby matki i kobiety w ogóle się nawzajem wspierały. Każda z nas ma prawo do tego, żeby pracować i spełniać się zawodowo. Nawet jeśli przez rok czy dwa karmi dziecko piersią i próbuje dać mu z siebie jak najwięcej.
Trwa ładowanie komentarzy...