Jedz powoli, powoli się kochaj. O zmysłowości i przyjemności

Fot. José Azeveto / Pinterest.com
Trenowanie przyjemności w życiu codziennym ma wiele korzyści. Po pierwsze, poprawia samopoczucie, pomaga optymistycznie patrzeć na świat i dostrzegać dobre strony w wielu pozornie trudnych lub zupełnie zwyczajnych sytuacjach. Przyjemność trenuje się jednak nie tylko po to, żeby być tak po prostu, bardziej zadowolonym z życia, ale też po to, żeby czerpać większą radość z seksu.

Zmysłowość to tutaj takie słowo klucz. Trochę też słowo zagadka, no bo w sumie co to znaczy? Zmysłowe są perfumy z billboardów, zwiewna sukienka z magazynu, zmysłowa przyjemność to podobno tamta kawa z reklamy, 100% arabica. Eee tam! Zmysłowość lepiej definiować jako "jak", niż "co". Ale to tego wrócimy.

Dlaczego seks jest lepszy na urlopie?
To, czy coś jest przyjemnością, czy zupełnie nie, w dużej mierze zależy od tego, jakie mamy do tego podejście. Kiedy złapie nas mżawka, w średnio ciepły, letni dzień, to w zależności od tego, czy akurat będziemy na wsi, na urlopie, czy w drodze pomiędzy spotkaniami, zareagujemy inaczej. To dlatego, że na urlopie będziemy bardziej otwarci, mniej zestresowani.

Będziemy mogli pozwolić sobie poczuć ten deszcz, wystawimy do nieba język, jak dzieci, może nawet wejdziemy boso w kałużę i będziemy mieli przy tym masę śmiechu. Jeśli jednak biegniemy w zamszowych sandałkach, w drodze pomiędzy spotkaniami, to zamiast ucieszyć się z deszczu, martwimy się o fryzurę. Kwestia kontekstu, który sprawia, że interpretujemy dane wydarzenie tak, a nie inaczej.


Także z seksu czerpiemy większą radość na wakacjach. Nic dziwnego. Trening Przyjemności ma nam pomóc czuć się lżej, nawet wtedy, kiedy jesteśmy związani mnóstwem obowiązków. Bo nawet one, jeżeli zmienić perspektywę i trochę je przyprawić – mogą być przyjemne. Chodzi o to, żeby śpiewać odkurzając.

Łączyć przyjemne z pożytecznym i uczyć się zmysłowego doceniania. Jeść wolniej, doceniając proste smaki, pomiędzy spotkaniami spacerować, w wygodnych butach, a nie biegać w obcierających szpilkach, czy lakierkach. Uśmiechać się czasem do ludzi i do siebie, bez konkretnego powodu. Doceniać piękno, na które trafiamy na każdym kroku – czy to w ludziach, architekturze, czy naturze. Jak najwięcej przebywać myślami w teraźniejszości, nie martwiąc się o niedaleką i daleką przyszłość i nie rozpamiętując przeszłości.
W łóżku też uciekamy myślami. Też martwimy się o fryzurę, o to jak zostaniemy ocenieni. Zamiast cieszyć się z tej bliskości, tak jak z niespodziewanego deszczu na działce. Zamiast otworzyć się na nią dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy wybiegliśmy boso na trawnik z językiem na wierzchu. Za dzieciaka potrafiliśmy. Czemu nie możemy teraz? Trochę ze strachu, trochę dlatego, że nie pamiętamy, nie dajemy sobie pozwolenia. Wtedy to było po prostu doświadczanie chwili. Moje deszczowe wspomnienie nie musi dotyczyć was. Jestem jednak pewna, że każdy przeżył kiedyś coś podobnego. Przypomnijcie sobie takie uczucie i przywołujcie często. Także w łóżku, jako punkt odniesienia.

Dlaczego jedzenie smakuje lepiej na urlopie?
Z otwarciem na przyjemność idzie zwolnienie tempa, większe wyczulenie na bodźcie. Odpuszczenie, zaufanie. To nie musi iść w parze z jakimikolwiek zmianami technicznymi, nie trzeba przełamywać żadnych strachów i wstydów, testować karkołomnych pozycji i pozwalać sobie na „coś nowego”. Seks nie musi być bardziej pieprzny, żeby był lepszy. Dobrym pomysłem będzie po prostu... zwolnić. Wszystko jest bardziej przyjemne, kiedy się nie musimy spieszyć.

Tiramisu, prawdziwe, włoskie wyczekane, jedzone powoli, na urlopie, smakuje lepiej, niż wchłonięte w trzech gryzach, nad komputerem. Nawet to najlepszej jakości. Wracam do słowa klucz – zmysłowość. Otwarcie na bodźcie zmysłowe. Wszystkie, dogłębnie. To, co widzisz przed sobą, to jak pachniecie razem, złączeni. Jak to się zmienia w trakcie kiedy się kochacie i jakie ciepłe (lub zimne) jest ciało kochanka lub kochanki. Jakie to uczucie, kiedy delikatnie dotyka nas po plecach, trochę niespodziewanie przesuwa rękę po włosach? Jak smakuje jej lub jego skóra. Jaką ma fakturę, czy jest miękka i gładka, czy włochata i drapiąca?

Smakować można wszystkimi zmysłami, powolutku. To proste. Jedyne co trzeba zrobić to przypomnieć sobie to uczucie otwarcia, zacząć sobie pozwalać na nieśpieszne jedzenie deseru i zauważyć, że to jak ten deser smakuje, nie aż tak bardzo zależy od jego jakości, a od naszego nastawienia. O trenowaniu przyjemności poza łóżkiem można przeczytać tutaj i tutaj o jej identyfikowaniu.
Trwa ładowanie komentarzy...