Ofiara gwałtu wciąż chodzi z oprawcami do jednej szkoły. Dyrektorka liczyła, że problem sam się rozwiąże

Zgwałcona dziewczynka wciąż  codziennie spotyka swoich oprawców.
Zgwałcona dziewczynka wciąż codziennie spotyka swoich oprawców. Fot. Shutterstock
W czerwcu media obiegła informacja, że 11-latka spod Wągrowca została zgwałcona przez swoich nastoletnich kuzynów, w wyniku czego zaszła w ciążę i musiała dokonać aborcji. Szum medialny, który powstał przy okazji tej sprawy dotyczył przede wszystkim ofiary. A co się dzieje ze sprawcami? Okazuje się, że wraz z rozpoczęciem nowego roku znów chodzą ze swoją ofiarą do szkoły.

Kiedy do informacji publicznej dostała się informacja, że jedenastolatka jest w ciąży z jednym z kuzynów, którzy ją gwałcili, cały ciężar dyskusji przeniósł się na kwestię, czy Kasia powinna urodzić niechciane dziecko czy nie. Nie pytano natomiast jak to się stało, że dziewczynka była gwałcona przez własnych kuzynów. Nie zastanawiano się też, co stanie się z chłopcami i jakie konsekwencje zostaną wobec nich wyciągnięte. Uwaga ogółu skupiła się znowu na ofierze. Do wiadomości publicznej nie dotarła także bardzo istotna kwestia w tej sprawie – zarówno gwałciciele jak i ofiara są osobami upośledzonymi intelektualnie.



Mijali się na korytarzach...
Niedługo po ujawnieniu sprawy okazało się, że zarówno chłopcy, jak i dziewczynka wciąż chodzą do tej samej szkoły, co również wydawało się oburzające. Ostatnią rzeczą, z którą chce się zmierzyć ofiara, jest codzienne patrzenie swoim oprawcom w oczy. Dyrektorka nie widziała nic zdrożnego w tym fakcie i podkreślała, że dzieci chodzą do innych klas oraz są bardzo pilnie obserwowane przez nauczycieli.

W całej sprawie pominięto jeden fakt, który utrudnia podejmowanie decyzji i pociągnięcie ich do odpowiedzialności. Szkoła, do której chodzi cała trójka nie jest zwykłą placówką edukacyjną. To specjalny ośrodek szkolno-wychowawczy i trudno znaleźć podobny w pobliżu.

... i mijają nadal
W tym tygodniu zaczął się nowy rok szkolny, dlatego postanowiliśmy sprawdzić, czy od pierwszego września sytuacja uległa zmianie. Żeby to ustalić, zadzwoniliśmy do dyrektorki ośrodka pani Barbary Balcerzak. – Nie będę odpowiadała na żadne pytania. Proszę dzwonić do odpowiednich instytucji – powiedziała nam dyrektorka. Wydawać by się mogło, że szkoła jest odpowiednią instytucją, która mogłaby takiej informacji udzielić.

Sędzia Rafał Agaciński z Sądu Rodzinnego w Wągrowcu, który zajmuje się tą sprawą poinformował nas, że według jego wiedzy dzieci wciąż uczą się w tej samej placówce. Znacznie więcej mógł nam powiedzieć Jerzy Mianowski, redaktor naczelny "Głosu Wągrowieckiego".
Redaktor naczelny Głosu Wągrowieckiego

Dyrektorka powiedziała Głosowi Wągrowieckiemu, że liczyła na to, iż od nowego roku szkolnego nie będzie miała tej sprawy na swojej głowie, czyli chłopcy lub Kasia zostaną umieszczeni w innej placówce edukacyjnej. Skoro jednak tak się nie stało, sama się teraz zastanawia nad tym jak poradzić sobie z tą sytuacją.

Mianowski zaznacza jednak, że rzeczywiście sporym problemem jest znalezienie w okolicy podobnego ośrodka. Jak na razie dzieci codziennie spotykają się na szkolnych korytarzach.

A co z chłopcami?

Sędzia Rafał Agaciński podkreśla, że postępowanie w sprawie nieletnich wygląda inaczej, niż ma to miejsce w przypadku dorosłych.

– W czerwcu wobec chłopców został zastosowany środek tymczasowy w formie nadzoru kuratorskiego. Należy sobie zdawać sprawę z tego, że w Polsce mamy domniemanie niewinności i do czasu otrzymania wyników testów DNA nie można było powiedzieć, że kuzyni w ogóle są winni. Tym bardziej, że cały czas zaprzeczali jakoby mieli zgwałcić Kasię. Wyniki potwierdzające ich winę otrzymaliśmy dopiero pod koniec sierpnia – podkreśla sędzia. Dlaczego tak późno? Wiele problemów nastręczył bowiem fakt, że chłopcy są bliźniakami jednojajowymi.

Jednak w tym przypadku stwierdzenie winy jeszcze o niczym nie przesądza, ponieważ, jak wspomnieliśmy wcześniej, chłopcy są upośledzeni intelektualnie. Nie wiadomo więc, czy w ogóle zdają sobie sprawę z tego co zrobili i czy są świadomi obowiązujących norm społecznych. Aby to stwierdzić potrzebna jest opinia Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Pile.

Chłopcy zostaną poddani tam szeregowi testów i badań, a na tej podstawie zostanie wydana opinia, która pomoże zadecydować, jaki środek wychowawczy zastosować – izolacyjny lub nieizolacyjny. Na taką opinię trzeba będzie prawdopodobnie poczekać około 6-7 tygodni, ponieważ jednostka w Pile zajmuje się całym regionem i ma do wydania bardzo dużo tego typu ekspertyz. 6-7 tygodni to 30-35 dni chodzenia do szkoły.

– Mimo uznania chłopców winnymi, wciąż nie można mówić o karaniu Piotra i Pawła. W sprawach, które dotyczą nieletnich sąd kieruje się dobrem dzieci. Należy skupić się na resocjalizacji jednostki – podkreśla Agaciński. Sędzia dodaje, że zdaje sobie sprawę, iż oczekiwania opinii publicznej są takie, by Piotra oraz Pawła zamknąć i odizolować. Trzeba jednak cały czas pamiętać - przekonuje - że są to jednak dzieci, a na dodatek upośledzone umysłowo.
Trwa ładowanie komentarzy...