Troll Parenting, czyli rodzice wyśmiewają własne dzieci w internecie

Troll Parenting, czyli rodzice wyśmiewają własne dzieci w internecie. Na zdjęciu kadr z filmiku David After Dentist zamieszczonego w serwisie YouTube.com
Troll Parenting, czyli rodzice wyśmiewają własne dzieci w internecie. Na zdjęciu kadr z filmiku David After Dentist zamieszczonego w serwisie YouTube.com YouTube.com / booba1234
Chłopiec oszołomiony po wizycie u dentysty, niemowlak od stóp do głów umazany w brązowej papce, czy też płaczące dziecko w stroju kwiatka podlewane konewką przez tatę – między innymi takie filmy i zdjęcia umieszczają rodzice w internecie. – To wynika z ekshibicjonistycznej potrzeby rodzica, który używa dziecka w sposób bardzo przedmiotowy. Ono nie ma świadomości tego, co się z nim dzieje – mówi psycholog dziecięcy Maria Zapolska-Downar.

Można mieć wiele zastrzeżeń wobec poziomu humoru w internecie. Wiele mówi się o tym, że sieciowe żarty dawno sięgnęły dna, a pomimo to, serwisy internetowe takie jak Kwejk czy Demotywatory biją rekordy popularności, zapewniając fortuny swoim założycielom. Można by podejrzewać, że to jedynie efekt wygłupów nastolatków, których rozśmieszyć potrafi dosłownie wszystko. Okazuje się, że niektórzy nigdy nie wyrastają z przedszkolnego poczucia humoru.

W internecie od pewnego czasu panuje specyficzna moda. Na serwisach społecznościowych, a nawet na specjalnie przeznaczonych do tego stronach, rodzice umieszczają filmiki i zdjęcia, na których są ich własne dzieci. Tylko, że nie są to pamiątki ze zdmuchiwania urodzinowych świeczek, czy też z pierwszego postawionego w życiu kroku. Rodzice dzielą się treściami, które wprost kompromitują ich dzieci, lub pokazują trudne dla nich momenty.

Z zaniepokojeniem zauważam, że w internecie znajdziemy małe dzieci w bardzo kontrowersyjnych sytuacjach. Widziałam materiały na , których dzieci bardzo intensywnie płaczą, natknęłam się na zaaranżowane bójki chłopców w pampersach z podstawionym przez dorosłych tekstem, czy też dzieci, którym nie udaje się zdmuchnąć świeczek na torcie – mówi psycholog dziecięcy Maria Zapolska-Downar, która na naszą prośbę przyjrzała się zjawisku Troll Parentingu. – To zjawisko wywołuje we mnie bardzo ambiwalentne uczucia – mówi.


Jedynym z filmów z cyklu Troll Parenting, który zrobił karierę w serwisie YouTube, to dwie minuty z życia siedmioletniego Davida, wracającego od dentysty. Dziecko jest nieco otumanione, przez co jego słowa wydały się rodzicom zabawne. Być może rzeczywiście takie są, gdyż film film został już wyświetlony ponad 119 milionów razy. – Czy to się dzieje naprawdę? – pyta wyraźnie zdezorientowany chłopiec. Po chwili zaczyna się coraz dziwniej zachowywać, a nawet krzyczy.

– Mnie ten filmik w ogóle nie śmieszy – mówi Luiza z Warszawy, matka 10-latka. Trudno jest jej zrozumieć, jak rodzice mogą umieszczać w internecie filmy i zdjęcia własnych dzieci, aby wystawiać je na pośmiewisko. – Jest to dla mnie nie tylko głupie, ale wręcz żenujące. Można robić zdjęcia i filmy swojemu dziecku, ale nie dlatego, by je ośmieszyć. Nie widzę nic złego w tym, aby nagrywać jakieś niezwykłe umiejętności swoich dzieci, ich dokonania. Nie toleruję zaś śmiania się z własnych dzieci. Chyba jesteśmy od tego, aby chronić je przed takimi zjawiskami? – uważa 33-letnia matka.

– Mnie to nie śmieszy, ale ktoś wybuchnie śmiechem, kto inny się skrzywi – mówi psycholog. Maria Zapolska-Downar uważa, że umieszczanie takich treści w internecie jest co najmniej wątpliwe zarówno ze strony moralnej i etycznej. – To wynika z ekshibicjonistycznej potrzeby rodzica, który używa dziecka w sposób bardzo przedmiotowy. Ono nie ma świadomości tego, w jaki sposób jest wykorzystywane – mówi psycholog dziecięcy z Warszawskiego Instytutu Psychoterapii i Rozwoju.

Czasem trudno jest wyczuć granicę tego, co jest naprawdę godne pokazania światu, a co nie powinno trafiać do sieci. – Ja po prostu nie wrzucam żadnych zdjęć czy też filmów ze swoim synem. Rodzice którzy to robią nie zdają sobie sprawy z następstw takiego zachowania. Chcą się pochwalić głupim zachowaniem swoich dzieci, aby zabłysnąć wśród znajomych. Na tych zdjęciach i filmach widać, że są wręcz dumni z własnej głupoty i dziwnego zachowania dzieci – mówi Luiza.

Śmiech przez łzy

Istnieje wiele serwisów internetowych, na których można zamieszczać "śmieszne" zdjęcia. Jednym z nich jest Reasons My Son Is Crying, czyli dlaczego mój syn płacze. Są w nim umieszczane zdjęcia zapłakanych dzieci, do których rozbawieni rodzice dopisują "stosowne" komentarze, jak choćby: "Bo pękł jej balonik"; "Bo zbliżała się pora na obiad" czy też "Bo jego dziewczyna wróciła do domu".

– Odbiorca tych filmów i zdjęć jest nieopisany – przypomina psycholog. Przeglądając sieć widziałam dzieci w sytuacjach intymnych, choćby w kąpieli. Rodzice narażają w ten sposób swoje dzieci na nadużycie, i na to że ktoś anonimowo wykorzysta ich wizerunek – mówi Maria Zapolska-Downar. – Niektóre z tych dzieci mogą stać się w przyszłości znane i będą miały uzasadnione pretensje do rodziców, za niefrasobliwe umieszczanie kompromitujących zdjęć w sieci – ostrzega psycholog dziecięcy.

Czytaj także: Izabella Łukomska-Pyżalska: Nie widzę w macierzyństwie nic heroicznego. Nie róbmy z siebie męczennic!

Niektórym rodzicom zabawne wydaje się pomysł, aby ubrać dziecko w koszulkę z napisem "Świętego Mikołaja nie ma, ale i tak nie umiem jeszcze czytać". Jeszcze dalej poszli rodzice Mii, która została sfotografowana przez rodziców z kartką na szyi. Znajdował się na nie napis: "Zrobiłam kupę pod prysznicem, a tatuś musiał ją sprzątnąć. Wyrażam zgodę na umieszczenie tego napisu w moim albumie". Czy po kilku latach dziewczynka faktycznie będzie dumna z pomysłowych rodziców?

Można rozważyć, czy rodzice publikujący "śmieszne" zdjęcia i filmy w sieci nie łamią także innych standardów, niż tylko etyczno- moralne. –Co się z tym wiąże rodzic wykorzystuje swoje dziecko w sposób przemocowy i nie dość, że nie chroni swojego dziecka, co jest jego zasadniczą powinnością to jeszcze potencjalnie prowadzi do naruszenia jego godności. Obrazowo można porównać tego typu zaniedbanie do zachowania rodzica, który zimą nie zapewni dziecku ciepłych ubrań. Podkreślmy, że rodzic jest zobowiązany do ochrony dziecka, dopóki nie będzie mogło stanowić o sobie samemu – przypomina psycholog dziecięcy.
Trwa ładowanie komentarzy...